📚 TO NIE JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI | Cormac McCarthy 🔻 🅾ᴘɪɴɪᴀ
Książki Cormaca McCarthy’ego chodziły już za mną od jakiegoś czasu. Wiele miesięcy temu dorwałem za niewielkie pieniądze „Drogę”, „Pasażera” i „Stellę Maris”, a potem wpadłem na kolejną okazję i dokupiłem powieść „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Ostatnio sięgnąłem po tę ostatnią i przepadłem.
Właściwie nie wiedziałem, czego się spodziewać. McCarthy był dla mnie całkowicie białą kartą, a jego twórczość znałem jedynie z serii o Chyłce Remigiusza Mroza, gdzie jeden z bohaterów był jego wielkim fanem. I wiecie co? Po tej jednej powieści, nie dziwię mu się. „To nie jest kraj dla starych ludzi” to bardzo wyrazista, mięsista i mroczna przypowieść o przemocy, chaosie i przypadku, o bezsilności wobec zła i o końcu pewnej epoki w Ameryce.
Na pierwszy rzut oka ta opowieść wydaje się wręcz banalna. Mamy lata 80. XX wieku. Moss jest zwykłym facetem, który podczas nieudanego polowania natrafia na miejsce masakry. Na kompletnym pustkowiu ludzie związani z handlem narkotykami z Meksyku wzajemnie się powybijhali. Został po nich bagażnik pełen towaru i torba z dwoma milionami dolarów. W jednym z samochodów Moss znajduje jednak żywego Meksykanina. „Żywego” to zresztą zbyt dużo powiedziane - mężczyzna jest w stanie agonalnym i marzy tylko o łyku wody. Tyle że Moss nie ma wody, co wkrótce odbije się na nim samym.
Nasz bohater to poczciwy człowiek. Biedny, ale o dobrym sercu. Przypadek pchnął go w to miejsce, a chciwość kazała zabrać pieniądze. Czy można mu się dziwić? Niekoniecznie - większość z nas na jego miejscu zrobiłaby to samo, to znaczy zabrała forsę. Moss popełnia jednak błąd: kierowany wyrzutami sumienia i chęcią pomocy wraca na miejsce masakry, aby napoić spragnionego. Okazuje się, że Meksykanin nie żyje, a w okolicy pojawili się ludzie, którzy chcą odzyskać pieniądze i narkotyki. Moss zostawia samochód i ucieka pieszo...
Chwilę później na scenie pojawia się prawdziwy psychopata - Anton Chigurh. Dla niego zabijanie jest tak samo naturalne jak drobny odruch codzienności, nie wiem, podrapanie się po głowie czy mycie zębów. Nic więc dziwnego, że zostawia po sobie drogę usianą trupami. Moss musi uciekać i się ukrywać, coraz bardziej żałując, że wziął te przeklęte pieniądze. Problem w tym, że na żale jest już za późno - pozostaje jedynie walka o przetrwanie.
W tle tej historii pozostaje szeryf Bell, próbujący chronić Mossa, choć ten odrzuca jego pomoc. Wątek ten jest jednak przede wszystkim pretekstem do pokazania starego, małomiasteczkowego stróża prawa, który obserwuje moralną przemianę świata i narastającą brutalność przestępców. Eskalacja przemocy jest dla Bella niezrozumiała i przytłaczająca - szeryf nie pojmuje, skąd w ludziach tyle zła i coraz wyraźniej traci wiarę w możliwość jego powstrzymania. Chigurh staje się tu niemal ucieleśnieniem tej ciemnej siły. Jest jak buldożer, nad którym absolutnie nikt nie panuje.
McCarthy stworzył pełnokrwistych bohaterów i mocną historię, w której na próżno szukamy szczęśliwego zakończenia. „To nie jest kraj dla starych ludzi” z konsekwencją poborcy podatkowego odbiera nadzieję, że którakolwiek z postaci zdoła odwrócić bieg wydarzeń i zatrzymać to, co nieuchronnie zmierza ku katastrofie. To opowieść o świecie, który pędzi prosto na ścianę i nie daje żadnej drogi ucieczki.
Świetna powieść, która zapada w pamięć i zmusza do refleksji. Gorąco polecam!



Komentarze
Prześlij komentarz