📼 SANATORIUM POD KLEPSYDRĄ (1973) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑥⑦

 film na podstawie opowiadania
Brunona Schulza

To było popier*olone, ale jednocześnie - co jest paradoksem - piękne widowisko, którego obrazy zapadają w pamięć, wrzynają się w czaszkę niczym zbyt ciasny kapelusz, odciskają się na duszy niczym rozżarzone piętno rancza Yellowstone na klatach kowbojów czy krowich zadkach i hipnotyzują niczym Kaszpirowski w starym telewizorze. Wojciech Has - gość, który znał się na ekranizowaniu literackich dzieł jak nikt inny… Nie, ani Wajda, ani Hoffman nie dorastali mu do pięt; byli jedynie marnymi imitatorami, nieudolnymi kuglarzami, którzy zyskali poklask widowni, bo ta w swej masie nigdy nie jest wymagająca. Zenek Martyniuk też jest popularny, ale artystą go raczej nie nazwiemy, nie mówiąc już o artyście przez duże A. Jednak Has był takim Artystą. Wizjonerem wykraczającym poza swój czas i miejsce, jakim była przaśna i szara Polska Rzeczpospolita Ludowa. Był również osobą szalenie inteligentną, posiadającą tę rzadką dziś umiejętność czytania ze zrozumieniem, co pozwalało mu czerpać z literackich pierwowzorów całymi garściami i tworzyć jednocześnie wspaniałe filmy, które cały czas świetnie się ogląda.

Schulz nie jest wdzięcznym autorem do ekranizacji. Potrzeba naprawdę sporo umiejętności, ale i wrażliwości, aby zaadaptować jego dzieła, licząc na to, że efekt będzie udany. Polegli na tym studenci Igor Kawecki i Betina Bożek, tworząc nieudolną animację „Samotność” na podstawie opowiadania Brunona; z kolei Barbara Nałęcz-Nieniewska stworzyła coś zgoła przeciwnego i niezwykle klimatycznego. Jednak to wszystko są filmy krótkometrażowe, które siłą rzeczy wymagają mniej zachodu. Zresztą Schulz tworzył wyłącznie opowiadania, więc ten krótki metraż jest tu w pełni uzasadniony. Ma jednak w swoim dorobku utwór wyjątkowo długi - niektórzy nazwaliby go nawet mini-powieścią. Ja osobiście nie lubię tego terminu. Chodzi oczywiście o „Sanatorium pod Klepsydrą”, które w 1973 roku postanowił zaadaptować według własnego scenariusza Wojciech Has.

Film, podobnie jak opowiadanie, jest zdrowo szurnięty. To surrealizm w najczystszej postaci - taki, jaki mógłby stworzyć David Lynch, gdyby wcześniej przez miesiąc ostro wciągał koks i pił wyłącznie spirytus doprawiony barbituranem. „Sanatorium pod Klepsydrą” to sam chaos, coś na granicy jawy i snu, jaźni jako takiej, a czasami wręcz na granicy światów. Has, podobnie jak Schulz, bawi się metaforą i igra z widzem, ale w przeciwieństwie do pisarza dysponuje ogromnym atutem, jakim jest obraz. W filmie to on gra najważniejszą rolę - hipnotyzuje i sprawia, że mimo iż za cholerę nie rozumiemy, co oglądamy, i tak chcemy to oglądać. A chcemy oglądać, bo to jest piękne. Scenografia i barwy robią tu niesamowitą robotę, podobnie jak cudowne zdjęcia Witolda Sobocińskiego, który w późniejszych latach współpracował zarówno z Polańskim, jak i Skolimowskim przy ich międzynarodowych produkcjach. Sobociński to kolejny świetny filmowiec w tej ekipie - miał znakomity sprzęt jak na tamte czasy i potrafił w pełni go wykorzystać. Gdy będziecie oglądać „Sanatorium pod Klepsydrą”, zwróćcie uwagę na ujęcia kręcone obiektywem szerokokątnym oraz na sposób filmowania wnętrz. Dźwiękowiec Janusz Rosół to kolejny wirtuoz w swoim fachu - te drobne detale, jak kapiąca z kranu woda czy brzęczenie lampy, tworzą wspólnie z obrazem i muzyką Jerzego Maksymiuka niesamowity klimat pełen grozy, niepokoju i odrealnienia…

Również obsada wypada tu bardzo dobrze. W roli głównej Jan Nowicki - aktor nieoczywisty, ale świetnie radzący sobie z trudnym materiałem; zapadająca w pamięć Halina Kowalska czy Mieczysław Voit w roli ślepego konduktora… Dobra, Voit zawsze zapada w pamięć, bo jest Mieczysławem Voitem, ale bardzo dobrze, że do tej charakterystycznej roli wybrano aktora… charakterystycznego. To kolejny dowód na to, że Wojciech Has stworzył coś niezwykłego - coś, czego dzisiejsze kino nie potrafiłoby przyjąć. Wyobrażacie sobie taką produkcję stworzoną przez Netflixa albo inne wytwórnie specjalizujące się w produkowaniu filmowej apki?

Wojciech Has nakręcił znakomitą adaptację prozy Schulza - poetyckie, surrealistyczne dzieło, które choć wymyka się zdrowemu rozsądkowi, zostało zrealizowane z pietyzmem godnym największych artystów polskiego kina. Kiedy ktoś mówi mi, że „Ziemia obiecana” - z tym swoim przerysowanym aktorstwem, niedopasowaną do obrazu muzyką i kompletnym niezrozumieniem dzieła Reymonta - jest najlepszym polskim filmem, odpowiadam krótko: żeś głupiec. Nie mam jednak pojęcia, czy „Sanatorium pod Klepsydrą” to najlepszy polski film. Po pierwsze dlatego, że nie widziałem wszystkich polskich filmów, a po drugie - takie plebiscyty zawsze mają wydźwięk subiektywny, więc staram się ich unikać. Niemniej, gdybym miał polecić jedną z najlepszych adaptacji polskiej literatury, na pewno nie byłaby to „Ziemia obiecana”, lecz właśnie „Sanatorium pod Klepsydrą”.

reżyseria: Wojciech Has
scenariusz: Wojciech Has
obsada: Jan Nowicki, Tadeusz Kondrat, Gustaw Holoubek, Halina Kowalska, Mieczysław Voit i inni
kraj: Polska
czas trwania: 119 min
rok produkcji: 1973
ocena: 💀💀💀💀💀💀💀💀💀 9/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

📚 WYSPA TAJEMNIC | Dennis Lehane 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 BASTION | Stephen King 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 KONKLAWE | Robert Harris 🔻 🅾ᴘɪɴɪᴀ