📚 INDEKS STRACHU | Robert Harris 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ
Urzeczony rewelacyjnym "Konklawe", postanowiłem przeczytać inne powieści Roberta Harrisa. Wybór padł na "Indeks strachu" - thriller technologiczny z 2011 roku, opowiadający o Alexie Hoffmannie, założycielu funduszu hedgingowego, do którego pewnej nocy włamuje się jakiś typ. Nic nie kradnie, ale uciekając, nokautuje Hoffmanna gaśnicą. Moja pierwsza myśl: kolesia załatwił Grzegorz Braun. Ale to nie był on. Co równie dziwne, tego samego dnia, tylko trochę wcześniej, ktoś przysłał Alexowi pierwsze wydanie dzieła Darwina. Rzecz dosyć kosztowna, a szybki research wykazał, że nie stała za tym ani jego żona, ani wspólnik. No dobra, Alex dostaje w łeb, włamywacz ucieka, żona Alexa wzywa policję i rozpoczyna się dochodzenie - i to wszystko na niespełna dobę przed prezentacją nowego algorytmu VIXAL-4, który ma zrewolucjonizować pomnażanie zysków klientów firmy Hoffmanna oraz samego pana prezesa, oczywiście. Czy włamanie ma coś wspólnego z planowaną prezentacją? Alex zaczyna podejrzewać, że tak, zwłaszcza gdy okazuje się, że ową książkę kupił rzekomo sam. W grę wchodzą dwie możliwości. Pierwsza: ktoś (konkurencja albo utajony wróg) bawi się z nim w kotka i myszkę. Druga opcja jest taka, że Alex wariuje. Ponownie, ponieważ w przeszłości już raz przeszedł załamanie nerwowe.
I właściwie cała akcja "Indeksu strachu" skupia się właśnie na tej niepewności: czy faktycznie Alexowi odjeżdża peron i zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością? Czy może ktoś tak to wszystko ustawia, aby przekonać zarówno Alexa, jak i jego najbliższych, że dzieje się z nim coś złego? Na tym motywie bazuje cała intryga i to nie jest złe. Harris potrafi przykuć uwagę, trzymać czytelnika w niepewności. Problem w tym, że "Indeks strachu" ma w sobie zbyt dużo ekonomicznych niuansów i terminologii, które brzmią jak zaklęcia rodem z Hogwartu. I chapeau bas dla Harrisa za to, że zrobił dogłębny research tematu, że naprawdę wszedł w sprawy funduszy hedgingowych głęboko i starał się nam tę zdobytą wiedzę przekazać, ale odniosłem wrażenie, że jest tego ciut za dużo, zwłaszcza że koniec końców niewiele to wnosi do clou całej historii.
Trochę inaczej wygląda poruszany w powieści temat nowych technologii i sztucznej inteligencji. Przypomnijmy, że "Indeks strachu" Harris napisał w 2011 roku, czyli ponad dekadę przed boomem na AI. Pod tym względem powieść wydaje się wręcz wizjonerska, a na pewno bardzo na czasie - zwłaszcza że pokazuje nie tylko wielkie możliwości, jakie daje nam sztuczna inteligencja, ale również, jak poważne zagrożenia ze sobą niesie.
Robert Harris to znakomity pisarz, który doskonale potrafi posługiwać się słowem i buduje napięcie jak mało kto. I to, co najlepsze u tego autora, znajdziecie w "Indeksie strachu", łącznie z ciekawymi, niejednoznacznymi bohaterami. Sam Alex jest raczej aspołecznym typem, ale mimo to nie życzyłem mu źle - jego trudny charakter pozostaje na akceptowalnym poziomie. Największy problem, jaki mam z tą powieścią, to zbyt ciężki temat. Finanse na poziomie giełdowym to coś, co może nudzić przeciętnego czytelnika - i były momenty, że i ja miałem dość. Te fragmenty trochę zaburzają dynamikę thrillera, ale generalnie "Indeks strachu" oceniam jako powieść dobrą. Chciałoby się powiedzieć „tylko dobrą”, bo po rewelacyjnym "Konklawe" miałem bardzo duże oczekiwania. No właśnie - może za duże? Po dwóch powieściach jeszcze trudno przesądzić, dlatego pewnie niebawem sięgnę po kolejną książkę Harrisa.
Dla kogo jest więc "Indeks strachu"? To powieść dla ścisłych umysłów, fanów giełdy i nowych technologii. No i miłośników thrillerów, którzy nie boją się niełatwych tematów finansowych.



Komentarze
Prześlij komentarz