📼 LALECZKA (2026) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟠𝟚
Wiecie, co jest najgorsze? Gdy amatorzy bez talentu i wyobraźni zaczynają święcie wierzyć, że są w stanie stworzyć coś zupełnie nowego na bazie czegoś już istniejącego. Dotyczy to głównie popkultury i regularnych gwałtów pseudofilmowców dokonywanych na dziełach literackich. Weźmy sobie kilka przykładów z ostatnich kilku lat: na pewno czołowe miejsce zajmie "Wiedźmin" Netflixa, bo tam ignorancja i brak umiejętności głównej showrunnerki osiągnęły wyżyny - również bezczelności. Ale mamy też "Filiżankę" sprzed dwóch lat, jedynie lekko zainspirowaną "Żądlakiem", mamy najnowszą "Śmierć na Nilu", gdzie wśród arystokracji brylowała czarna piosenkarka i hinduski prawnik z Ameryki, ale też "Bez pożegnania" - serial w teorii oparty na powieści Cobena, lecz z tyloma zmianami, że trudno tu nawet mówić o adaptacji, a raczej o czymś zupełnie nowym. I podobnie rzecz ma się z "Laleczką" - miniserialem Paramount+ opartym na powieści Hollie Overton pod tym samym tytułem.
Powieściowa "Laleczka" to opowieść Lily i jej 6-letniej córeczki Sky, które uciekają z niewoli. Lily była przetrzymywana przez Ricka przez 8 lat, więziona w piwnicy domku w lesie, katowana, dręczona i gwałcona. Powieść zaczyna się właśnie od ucieczki, a potem - we wspomnieniach Lily, jej siostry bliźniaczki oraz porywacza - dostajemy retrospekcje tego, co działo się w ciągu tych 8 lat. Twórcy serialu postanowili przedstawić tę historię chronologicznie i okej - do tego nie mam większych zastrzeżeń. W przypadku serialu to nawet lepiej wygląda. Problem w tym, że David Turpin - naczelny scenarzysta tego gniota, który wcześniej napisał tylko trzy filmy, z czego żaden nie przekroczył średniej 5,0 na Filmwebie - postanowił mocno pozmieniać nie tylko fabułę, ale też charakter, zachowania i motywacje bohaterów.
Powieść Overton to pełna emocji historia oparta na kilku mocnych filarach. Jednym z najważniejszych jest miłość sióstr bliźniaczek - ich więź, która przetrwała te 8 lat niewoli Lily. Abby mocno przeżyła stratę siostry, a Lily myśl, że jej ukochana bliźniaczka jest gdzieś tam na wolności, dodawała sił. W serialu ciężko mówić o jakiejkolwiek więzi. Przed porwaniem dziewczyny mają między sobą ostrą kosę, dochodzi nawet do rękoczynów, jednak drugą nazywa swoją stalkerką. Abby jest szarą myszką, mocno zdominowaną przez Lily - w powieści to Abby była tą silniejszą. Mimo kłótni szybko się godziły i uwielbiały spędzać czas razem, a już po tym, jak Lily uciekła od porywacza, były niczym papużki nierozłączki. W serialu cały czas czuć między nimi napięcie i na pewno nie widać tam miłości. Jeżeli pojawiają się jakieś emocje, są jedynie pozorne.
Drugim filarem powieści jest macierzyństwo Lily, która od porywacza nie ucieka sama, ale wraz ze swoją 6-letnią córeczką Sky. Od początku widzimy jej poświęcenie dla małej, to, jaką jest wspaniałą matką i jaką opiekuńczą lwicą. Scenarzysta-idiota również tego wątku postanowił pozbawić widzów. W serialu mamy motyw, że Rick wkręca dziewczynie, iż dziecko umarło podczas porodu i - nie wiedzieć czemu - mówi jej też, że urodziła chłopca. Po cholerę w tej kwestii kłamał? Nie mam pojęcia, ale faktem jest, że mała wychowuje się w domu Ricka, a matkuje jej jego żona.
Kolejną postacią, której się dostało, jest Wes - chłopak Lily, a później Abby. Ten wątek został zachowany, choć cholernie spłycony, ale za to Wesa poznajemy jako naćpanego lamusa, który z ochotą częstuje prochami swoją dziewczynę. Serialowy Wes nie ma większych ambicji, czego nie można powiedzieć o jego powieściowym pierwowzorze. W sumie to są dwie zupełnie różne postaci i kolejny dowód na to, że scenarzysta to ignorant, który powinien trafić do piwnicy Ricka - bez szans na uwolnienie.
Tych kretynizmów i zmian na gorsze jest tu cała masa. Nie wiem, jakim cudem ktoś, kto czytał scenariusz, doszedł do wniosku, że to będzie dobre. Czy jakaś osoba decyzyjna zestawiła książkę i wysryw Davida Turpina? Wątpię. Ale im bliżej finału, tym jest coraz gorzej, a ostatni odcinek to kwintesencja głupoty i braku logiki. Naprawdę - smutno się to oglądało.
Całość jest też strasznie nużąca. Rezygnując z emocji, jakie zaserwowała nam Hollie Overton, powinniśmy dostać chociaż jakąś akcję, ale gdzie tam - zapomnijcie. Turpin wraz z dwoma nieudolnymi reżyserami jedyne, co nam zapewnia, to środek nasenny w postaci kolejnych zbyt długich scen, w których nic się nie dzieje, a aktorzy nie są w stanie udźwignąć nawet tych szczątkowych emocji, jakie się ostały w tej filmowej papce. Para bliźniaczek to drewniane amatorki, coś na poziomie naszego Jakuba Wesołowskiego. Znany z "Gry o tron" Alfie Allen, tutaj w roli psychola też nie wypada dobrze. Paramount+ zdecydowanie się tutaj nie popisało. Platforma, która ma na swoim koncie znakomite seriale Taylora Sheridana, tym razem postawiła na grupę niedoświadczonych i zupełnie pozbawionych polotu i kreatywności filmowców, którzy ze świetnej powieści zrobili coś tak okropnego, durnego i nudnego, że przebrnąłem przez te 6 odcinków tylko dlatego, żebyście Wy nie musieli.
Coś czuję, że to będzie najgorszy serial, jaki obejrzałem w tym roku. Nie sądzę, abym poczuł aż taki niesmak, aż takie zażenowanie ponownie. Nie róbcie sobie tego i trzymajcie się jak najdalej od serialu "Laleczka". Za to powieść - gorąco polecam!
scenariusz: David Turpin, Nessah Muthy, Suzanne Cowie
obsada: Alfie Allen, Tallulah Evans, Delphi Evans, Jill Halfpenny, Niamh Walsh i inni
kraj: Wielka Brytania
rok produkcji: 2026


Komentarze
Prześlij komentarz