📼 RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW. SEZON 1 (2026) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑦⑨
Kurczę, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Po nieudolnie zrealizowanych ostatnich sezonach „Gry o tron” i całkowicie spieprzonym drugim sezonie „Rodu Smoka” dopadła mnie myśl, że HBO - wzorem innych streamingowych gigantów - zaorało kolejną potężną markę. Wystarczy spojrzeć, co Netflix zrobił z „Wiedźminem”, Prime ze światem Tolkiena czy Disney z „Gwiezdnymi wojnami”, aby dostrzec, że demon korpohollywood hula w najlepsze i nie ominął również Westeros. Żeby nie było - HBO też ma na koncie palenie dobrych marek na popiół. Wystarczy spojrzeć, co zrobili z „The Last of Us” i co kombinują z „Harrym Potterem”.
Jednak tutaj następuje nagły zwrot akcji. Na scenę wjeżdża George R.R. Martin - może nie na białym koniu, bo szkoda byłoby zwierzaka, ale, powiedzmy, na białym smoku - i przegania demona, przywracając jednocześnie swój świat do pierwotnej formy. Właśnie obejrzałem pierwszy sezon „Rycerza Siedmiu Królestw” - miniserialu opartego na opowiadaniu „Wędrowny rycerz” - i jestem zachwycony.
Wiecie, zbiór trzech opowiadań Martina zamknięty w „Rycerzu Siedmiu Królestw” to dość specyficzne teksty, bardzo różniące się od innych historii osadzonych w Westeros. Przede wszystkim jest tam więcej luzu, same opowieści są bardziej przygodowe i takiej stricte fantastyki raczej tu nie znajdziecie. I taki też jest serial - zrobiony na luzie, zabarwiony prostym, żeby nie powiedzieć prostackim humorem, ale - kurde - on tu pasuje. Wypinający dupsko i srający za drzewem Duncan, ser Arlan ze zwisającą wielką fujarą, te wszystkie beknięcia, pierdnięcia… to też wydaje się bardzo na miejscu w tej historii.
Zresztą raczej tak jest, bo twórcą serialu jest sam George R.R. Martin, który po nieudanym drugim sezonie „Rodu Smoka” wreszcie wziął sprawy w swoje ręce - czy raczej HBO pozwoliło mu wziąć sprawy w swoje ręce. Pomagał mu w tym Ira Parker, facet, który napisał scenariusz do jednego odcinka pierwszego sezonu „Rodu Smoka”, ale najwyraźniej to wystarczyło. Obaj - wydaje się - doskonale się rozumieli, bo serial wyszedł im rewelacyjnie. Jako ekranizacja - dzieło doskonałe, ale również jako samodzielny serial wypada znakomicie.
Przepiękne zdjęcia, pasująca do obrazu muzyka, którą skomponował tym razem nie Ramin Djawadi - czujący się raczej lepiej w mrocznych i mocnych utworach - a zupełnie nieznany mi Dan Romer. Choć ma on na koncie kilka soundtracków, to jednak mam wrażenie, że dopiero w „Rycerzu Siedmiu Królestw” rozwinął skrzydła. Muzyka stanowi tu wyborne tło, które buduje atmosferę lekkiej, choć momentami melancholijnej opowieści przygodowej. Dużo więc motywów skrzypcowych i raczej powolnych niż szybkich. Reżyseria również daje radę. Mając solidny materiał źródłowy i nieźle rozpisany scenariusz, trzeba by było być wyjątkową ofermą, żeby to spieprzyć - na szczęście tu do tego nie dochodzi.
No i jeszcze aktorzy… Po niektórych niedorzecznościach w „Rodzie Smoka” wreszcie dostajemy idealną obsadę, która odzwierciedla to, co znajdziemy na kartach opowiadania. Przewyborna para głównych aktorów - dryblas Peter Claffey w roli sera Duncana Wysokiego oraz Dexter Sol Ansell jako Jajo - świetnie się tu uzupełnia i nie wyobrażam sobie nikogo innego w tych rolach. Peter to Duncan, a mały Dexter to Jajo, podobnie jak Peter Dinklage to Tyrion, a Emilia Clarke to Matka Smoków. Ale i Daniel Ings jako ser Lyonel Baratheon czy Bertie Carvel wcielający się w Baelora Targaryena wypadają bardzo dobrze.
Całość robi fenomenalne wrażenie i zachwyca z jednej strony prostotą - bo to jedna z mniej wyrafinowanych opowieści Martina - z drugiej zaś idealnym zrozumieniem materiału źródłowego. I ja wiem, że nikt tak nie zrozumie dzieła jak jego autor, ale chapeau bas dla włodarzy HBO za to, że tym razem nie olali George’a R.R. Martina i wsłuchali się w jego wskazówki. Tak powinna wyglądać współpraca pisarza z filmowcami, którzy przenoszą jego dzieło na ekran.
Niestety, tej lekcji nie odrobiła Lauren Hissrich przy „Wiedźminie” i kilku innych ignorantów, którym zamarzyło się poprawianie bardzo dobrych dzieł. Miejmy nadzieję, że w przypadku „Rycerza Siedmiu Królestw” nie zmieni się nic na gorsze, zwłaszcza że już zapowiedziano drugi sezon, który - jak zostało potwierdzone - zostanie oparty na drugim opowiadaniu ze zbioru „Rycerz Siedmiu Królestw”: „Zaprzysiężony miecz”.
Czekam, a pierwszy sezon gorąco polecam.
scenariusz: Aziza Barnes, Hiram Martinez, Annie Julia Wyman, Ti Mikkel
obsada: Peter Claffey, Dexter Sol Ansell, Daniel Ings, Sam Spruell, Bertie Carvel i inni
kraj: USA
rok produkcji: 2026


Komentarze
Prześlij komentarz