📼 WŁADCA MUCH (1990) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟠𝟛
"Władca much" Williama Goldinga to dzieło kultowe i opus magnum tego autora. Opowieść o grupie chłopców, którzy na skutek katastrofy lądują na bezludnej wyspie, to wiwisekcja ludzkich zachowań i pociągu do agresji. Jednak powieść bazuje przede wszystkim na misternie skonstruowanych postaciach, ich psychologii, postrzeganiu świata i stopniowej przemianie. Gdy to zabierzemy, pozostanie jedynie historia o dzieciakach, które bez opieki dorosłych zwyczajnie dziczeją. Tak właśnie przedstawił to - nieudolnie i amatorsko - Peter Brook w pierwszej ekranizacji "Władcy much" z 1963 roku.
Mija 27 lat. Kino przeżywa rozkwit, a era VHS jest w szczytowej formie. W 1990 roku powstaje druga ekranizacja pod wodzą reżysera Harry'ego Hooka. Co ciekawe, film przeleżał dwa lata, nim doczekał się premiery, zdjęcia bowiem realizowano już w sierpniu i wrześniu 1988 roku. Zaledwie rok wcześniej Hook nakręcił swój pierwszy pełnometrażowy projekt - "Chłopaka kuchennego", więc nie był to twórca z dużym doświadczeniem, co niestety widać. Za scenariusz odpowiadała Jay Presson Allen, dla której był to czternasty, a zarazem ostatni film. Po "Władcy much" zniknęła ze świata kina.
I oczywiście Allen jest tu naturalną "dziewczyną do bicia", bowiem jej adaptacja dzieła Goldinga nie jest za dobra. Jasne, scenariusz został odświeżony i uwspółcześniony - stąd np. chłopcy w rozmowie wspominają o serialu "Alf", który lubią oglądać w telewizji, a same dzieciaki to nie jakaś przypadkowa zbieranina, lecz kadeci ze szkoły wojskowej. I ok, nie mam z tym problemu, że Allen w ten sposób adaptuje książkę na potrzeby filmu, ale - no do cholery - niech robi to w sposób wiarygodny. Nawet w szkole kadetów dziesięcio- czy dwunastolatek nie może być pułkownikiem. Poza tym jest nam powiedziane, że chłopcy wracali samolotem do domu. Wszyscy byli w mundurach, z jednej szkoły, ale oni się wcześniej nie znali, a przynajmniej nie wszyscy. Jak to możliwe? Tego film nie wyjaśnia. Zresztą do fabularnych dziur i niejasności szybko musimy się przyzwyczaić.
Podobnie jak do drewnianego aktorstwa. I ja rozumiem - dzieciaki, brak doświadczenia z kamerą i planem zdjęciowym - ale powinniśmy wymagać jakiegoś minimum. A tutaj duża część chłopaków brzmi tak, jakby swoje kwestie odklepywali, czytając z kartki. Koszmar. Plusem jest to, że nie ma tu takiego chaosu jak w pierwszej wersji. Tam naprawdę były sceny sprawiające wrażenie, jakby powstały w czasie wolnym. Reżyser nie panował nad tą zgrają. Tutaj wydaje się, że kontrola była większa, ale to wciąż słaby film. Słaby i nudny, w którym nie ma mowy o głębi postaci.
"Władca much" Hooka to produkcja o dzieciakach na wyspie, które dziczeją. Owszem, widzimy, jak to dziczenie postępuje, eskaluje, aż do makabrycznego finału, ale w tym filmie nie ma ani głębi, ani psychologii bohaterów. To wszystko jest płytkie, a przez to pieruńsko słabe. Nie polecam.
scenariusz: Jay Presson Allen
obsada: Balthazar Getty, Chris Furrh, Danuel Pipoly, James Badge Dale, Gary Rule i inni
kraj: USA
rok produkcji: 1990
_b.jpg)
_p.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz