📚 LISTONOSZ | David Brin 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ
Muszę Wam się do czegoś przyznać: bardzo często wypatruję nowych wydań starych tytułów. Właściwie im starszy, tym lepszy, ale nie pogardzę też dziełami mniej więcej w moim wieku. Zatem, gdy zobaczyłem w zapowiedziach Wydawnictwo Zysk i S-ka, że szykuje się nowe wydanie „Listonosz” autorstwa David Brin, już zacząłem zacierać ręce.
„Listonosz” to dzieło napisane u schyłku zimnej wojny, wydane po raz pierwszy w 1985 roku, opowiadające o świecie po wojnie atomowej, wojnach domowych, zarazach i kataklizmach. Te wszystkie atrakcje doprowadziły do sytuacji postapokaliptycznej, w której żyje, funkcjonuje i tuła się nasz główny bohater - Gordon. Gordon to włóczykij snujący się po Stanach i żyjący z opowiadania historii. Jest trochę jak Jaskier z „Wiedźmin”, ale nie śpiewa ani nie recytuje - po prostu opowiada o tym, co widział, usłyszał i przeżył. Właściwie jest jedynym źródłem informacji o świecie dla tych, którzy ocaleli i chcą słuchać. Pewnego dnia Gordon zostaje jednak napadnięty i traci niemal cały swój i tak skromny dobytek. Szukając schronienia na noc, znajduje na uboczu porzucony przed laty wóz pocztowy z martwym listonoszem w środku i masą niedoręczonych listów na pace. Gordon zabiera umarlakowi mundur i buty, a wkrótce sam staje się samozwańczym listonoszem, chodzącym od osady do osady i przekazującym korespondencję.
Tak wygląda zarys fabuły najważniejszego dzieła Davida Brina i właściwie jedynego, nad którym warto się pochylić. Bo widzicie, Brin to jeden z tych nielicznych autorów, którzy kojarzeni są głównie z jedną powieścią. Zupełnie jak Oscar Wilde z „Portret Doriana Graya”, Joseph Heller z „Paragraf 22” czy Harper Lee z „Zabić drozda”.
Brin pod płaszczykiem postapo napisał opowieść o samotności, nowym początku i szukaniu swojego miejsca na ziemi; o niepohamowanym pragnieniu wolności oraz zniszczonym społeczeństwie, które mimo powszechnej beznadziei wciąż znajduje w sobie siłę, aby walczyć o przyszłość i odbudować to, co zniszczyli inni. I choć „Listonosz” na pewno nie jest literacko wybitny, a sam autor pozostaje raczej przeciętnym beletrystą, to jednak ta powieść ma w sobie coś wyjątkowego. Pod tą surową narracją kryje się uniwersalna opowieść o ludziach, ich popędach, zapędach i pragnieniach. I chyba właśnie to popycha tę książkę w stronę ponadczasowości. Brin z jednej strony stworzył przerażającą wizję przyszłości - dla nas już przeszłości - z drugiej zaś zadbał o to, by płomyk nadziei nie zgasł ani w bohaterach „Listonosza”, ani w nas, czytelnikach.
Opus magnum Brina to z pewnością czołówka powieści postapokaliptycznych. Olejcie „Bastion” Stephen King, bo to przegadana nuda. Dajcie sobie też spokój z głośnym w ostatnich latach „Morderstwo u kresu świata” Stuart Turton - to dopiero szmira! „Listonosz” to klasyka, którą warto poznać i się w niej rozsmakować. To historia, która z jednej strony jest wielkim ostrzeżeniem dla tych, którzy chcieliby zbyt lekkomyślnie bawić się bombami atomowymi, z drugiej zaś dostajemy opowieść o niezłomnym duchu ludzkości, który nawet stojąc u progu zagłady - ostatecznej destrukcji - nie zamierza się poddać.Polecam.



Komentarze
Prześlij komentarz