📚 WACHMISTRZ | Krzysztof Bochus 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ
Na koniec roku szkolnego Wydawnictwo Skarpa Warszawska przygotowało nie lada gratkę dla fanów powieści Krzysztofa Bochusa i uraczyło nas zupełnie nowym wydaniem „Wachmistrza”. Dla niewtajemniczonych: to jednym z dwóch prequeli cyklu o Christianie Abellu, otwartego w 2017 roku przez „Czarny manuskrypt”. „Wachmistrz” z kolei pierwotnie ukazał się w 2020 roku, a w 2021 roku doczekał się bezpośredniej kontynuacji w postaci „Wachmistrza: Dogrywki”. I już teraz mogę Wam zdradzić, że drugi „Wachmistrz” również ukaże się w nowym layoucie. Nie wiem tylko, czy na tym Skarpa Warszawska poprzestanie, czy wznowi również pozostałe powieści z radcą kryminalnym Abellem. Po cichu liczę, że zdecyduje się na to drugie, bo nowa szata graficzna zachwyca i przyciąga spojrzenie.
„Wachmistrz” to niepokojąco mroczny kryminał retro z akcją osadzoną w Wolnym Mieście Gdańsku w pierwszych miesiącach Wielkiego Kryzysu. Wolne Miasto było w ogóle dziwnym tworem, trochę wzorowanym na dawnych miastach-państwach, i czytając powieść Bochusa, ma się wrażenie swoistej alienacji oraz zamknięcia. Rzecz dzieje się w grudniu 1929 roku, a młody radca kryminalny Christian Abell dostaje od swoich przełożonych sprawę zaginięć młodych kobiet. Szefowie Kripo raczej mieliby na to wywalone - wszak sprawa dotyczy biednych dziewczyn z szeroko rozumianej klasy robotniczej - ale media zwąchały temat i zaczynają zadawać stróżom prawa i włodarzom miasta niewygodne pytania. Aby więc uciąć spekulacje, wystawiają niedoświadczonego gliniarza i przydzielają mu do pomocy narwanego wachmistrza Kukulkę, który nie gryzie się w język ani nie hamuje swych pięści. Raczej nie mają złudzeń, że Abell rozwiąże sprawę, ale też nie o to im chodzi. Ważne, że policja się tym zajmuje, więc w prasie są kryci.
Co do naszej pary śledczych... Kukulka to facet kierujący się własnym kodeksem moralnym i tylko na pierwszy rzut oka sprawiający wrażenie prymitywnego brutala. Abell z kolei jest jego przeciwieństwem. Dla niego policyjne przepisy są niemal jak Biblia dla ortodoksa, tymczasem Kukulka traktuje je co najwyżej jako wskazówki czy nie do końca trafione rady. No dobra, ma je w dupie i kieruje się przede wszystkim niepisanym kodeksem ulicy i własnym pojmowaniem dobra i zła. Ale właśnie za to polubiłem tego bohatera. Może też dlatego, że sam mam problemy z uznawaniem jakichkolwiek autorytetów, ale tak czy inaczej Kukulka jest w porządku. W „Wachmistrzu” on i radca kryminalny są jak dwa przeciwstawne żywioły. „Wachmistrz” pokazuje, że początki relacji Abell-Kukulka nie były ani łatwe, ani miłe.
Jednak ich powolne docieranie się to jedynie tło. Głównym wątkiem powieści Krzysztofa Bochusa są wspomniane już przeze mnie zaginięcia młodych kobiet. Dla Kukulki sprawa ta jest szczególnie ważna i to z kilku powodów. Determinacja Abella z kolei wynika z głębokiego przekonania, że każdy zasługuje na sprawiedliwość, a ofiary przestępstw na pomoc ze strony stróżów prawa.
To śledztwo nie jest jednak łatwe. Trzy dziewczyny przepadły bez wieści, a łączyły je jedynie młody wiek, kolor włosów, ponadprzeciętna uroda i brak bliskich. Abell nie ma jednak zamiaru się poddawać i robi wszystko, chwytając się każdego tropu, aby odnaleźć dziewczyny. Liczy na to, że odnajdzie je żywe, ale to jedynie nadzieja, która - jak wiemy - matkuje czasami niezbyt rozgarniętym. Abell na pewno do nich nie należy i zupełnym przypadkiem trafia na inny trop - tajnego stowarzyszenia (prawie, że sekty), którego członkowie zaczynają po cichu i w całkowitej tajemnicy podążać drogą, którą dekadę później kroczył na całego pewien ulizany lamus z niemrawym wąsikiem pod nosem. Wiecie, te wszystkie bzdety o aryjskiej rasie panów i niemieckojęzycznych nadludziach... Swoją drogą to świetnie poprowadzony wątek, który jeszcze bardziej gmatwa fabułę i sprawia, że cała historia staje się wielowarstwowa.
A w tle tego wszystkiego mamy Gdańsk z czasów Wielkiego Kryzysu. Gdańsk biedny, nędzny, odziany w łachmany, cuchnący kiepską gorzałą, jeszcze gorszym tytoniem; Gdańsk zmarznięty i głodny. Gdańsk pełen złodziei, domorosłych rzezimieszków i kobiet, które na ulicę wypchnęła bieda. Gdańszczanie również odczuli skutki Czarnego Czwartku na Wall Street. Widzimy więc zmiecioną do rynsztoka klasę średnią i bogaczy, którzy na kryzysie wzbogacają się jeszcze bardziej. Krzysztof Bochus doskonale łapie te kontrasty, a zniszczony przez cwaniaków i bankierów, przytłaczający, szary i depresyjny Gdańsk został tu odmalowany z detalami godnymi samego Matejki.
Jeśli chodzi o wrażenia... Przez cały czas w „Wachmistrzu” czuć niepokój, mrok oraz poczucie wszechobecnego zepsucia i degrengolady. To wszechobecne zło, obecne na wielu poziomach opowieści, jest tu przejmująco wyraźne. I bardzo dobrze, bo właśnie takie tło, takie otoczenie buduje znakomity klimat, a nasi główni bohaterowie jeszcze bardziej wyróżniają się jako ci ostatni sprawiedliwi Wolnego Miasta Gdańska.
„Wachmistrz”? Jak dla mnie bomba! Kolejna książka Krzysztofa Bochusa, którą przeczytałem z wielką przyjemnością i w poczuciu, że nie zmarnowałem ani jednej minuty. Gorąco polecam i niecierpliwie czekam na „Dogrywkę”. 📚😊
Spis ilustracji: 1. obraz główny wygenerowany przez AI na podstawie okładki książki | 2. ilustracja stworzona przez AI inspirowana opisem | 3. oryginalna okładka książki



Komentarze
Prześlij komentarz