📚 ODYSEJA | Homer
Chyba pisanie o klasyce w upalny letni dzień powinno być sportem ekstremalnym. Treningi należałoby poprzedzić kompleksowymi badaniami lekarskimi, testami wydolnościowymi i Bóg wie czym jeszcze. Ale nawet bez tego spróbuję opowiedzieć Wam o „Odysei” Homera możliwie prosto, bez zbędnego analizowania każdej księgi i każdej strofy.
Na początku musicie zdać sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z tekstem, który liczy około 2740 lat. Czujecie ten antyczny klimat? Piszę „około”, bo pierwsze wydanie gdzieś się zapodziało 😏, a poza tym pewnie i tak nie było datowane. Wiemy jednak, że Homer żył w VIII wieku p.n.e. i stąd szacowana data powstania „Odysei” - jednego z dwóch najważniejszych dzieł przypisywanych temu autorowi. Ale czy na pewno? Niektórzy badacze podają w wątpliwość zarówno autorstwo tego greckiego wędrownego pieśniarza, jak i samo jego istnienie. Zostawmy to jednak, bo po ponad 2700 latach i tak nie rozstrzygniemy tych naukowych sporów. Zresztą, czy ma to dziś jakiekolwiek znaczenie? Wszystkie prawa autorskie dawno wygasły, a legendy… cóż, legendy najlepiej brzmią wtedy, gdy same są owiane legendami.Dobrze, pewnie tego nie uniknę, ale do „Odysei” będę podchodził jak do powieści, choć pierwotnie był to epos. W latach 50. XX wieku, dzięki przekładowi Jana Parandowskiego, otrzymaliśmy wersję prozatorską i - moim zdaniem - sam utwór tylko na tym zyskał. Kiedyś próbowałem przeczytać „Odyseję” wierszem i poległem mniej więcej w połowie pierwszej pieśni. Wydawnictwo Vesper postawiło na szczęście właśnie na przekład prozatorski i chwała mu za to!
„Odyseja” opiera się na greckich mitach i legendach, więc czyta się ją właściwie jak fantastykę. Dobrą, przemyślaną, choć napisaną nieco archaicznym językiem i stylem. Pewnie starożytni Grecy tak do tego nie podchodzili, ale z naszej perspektywy to przecież najczystsze fantasy, a jednocześnie klasyczna powieść drogi. „Władca Pierścieni” reprezentuje właśnie taki typ fantastyki, podobnie jak „Pieśń Lodu i Ognia”, więc towarzystwo mamy naprawdę przednie.
Przejdźmy teraz do fabuły. Odyseusz, który przewijał się już przez wiele wcześniejszych mitów greckich, od lat próbuje wrócić do domu. Nie jest to jednak podróż ani łatwa, ani przyjemna. A kiedy wreszcie udaje mu się dotrzeć do Itaki, bynajmniej nie jest mu dane zaznać spokoju. Wciąż musi walczyć - jeśli nie z ludźmi, to z cyklopami, potworami morskimi czy syrenami. Generalnie chłop ma tyle przygód, że momentami przypominał mi Conana Barbarzyńcę. Ten też przemierzał świat i rozprawiał się z każdym, kto był na tyle głupi, by wejść mu w drogę. Różnica polega na tym, że Odys jest herosem, czyli półbogiem, a jego pełen przeszkód powrót do domu okazuje się serią prób odwagi, wytrwałości i sprytu, którym poddają go bogowie.
Odys jest raczej postacią tragiczną, choć nie w takim sensie jak Edyp czy Antygona. W „Odysei” Homer kreśli swojego bohatera przede wszystkim jako postać heroiczną i niezwykle wytrwałą, ale... tak, jego los nosi wiele cech tragizmu.
Najbardziej tragiczne jest to, że po zwycięskiej wojnie - mam tu oczywiście na myśli wojnę trojańską - nie może cieszyć się owocami swojego triumfu. Podczas gdy inni bohaterowie wracają do domów, choć nie zawsze szczęśliwie, Odyseusz przez kolejne dziesięć lat tuła się po morzach, skazany na nieustanną walkę z losem i gniewem Posejdona. Tego ostatniego szczególnie wku*wił, ale Posejdon był generalnie nerwowym typem. Wróćmy jednak do Odyseusza. Jego największym marzeniem nie jest sława ani bogactwo. On chce jedynie wrócić do rodzinnej Itaki, do żony Penelopy i syna Telemacha. Kieruje nim zwyczajna, bardzo ludzka tęsknota, która nadaje całej historii głęboko poruszający wymiar.
Jednocześnie wiele jego cierpień wynika z jego własnych wad. Po oślepieniu cyklopa Polifema mógł odpłynąć niezauważony, lecz uległ pysze i zdradził swoje imię. Cyklop wezwał wtedy na pomoc swojego starego - nerwusa Posejdona - i to właśnie ten moment stał się początkiem wieloletniej gehenny Odyseusza. W tym sensie przypomina on bohaterów tragedii greckiej. Jego zgubę przynosi nie tylko przeznaczenie, ale również własny charakter.
Minęło tyle lat, że dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że fragmenty „Odysei” przerabialiśmy w szkole. A może tylko tak mi się wydaje? W każdym razie po latach naprawdę warto wrócić do tej książki i poznać ją w całości.
A nie ma w tej chwili piękniejszego wydania dzieła Homera niż edycja przygotowana przez Wydawnictwo Vesper. Ta książka została dopieszczona w każdym detalu. Na czarnym tle umieszczono złotą ilustrację i złote napisy, a wszystkie złocenia zostały dodatkowo efektownie wytłoczone. Do tego dochodzą barwione brzegi - minimalistyczne i bardzo eleganckie. Wyklejka przedstawia podróż Odyseusza, a każdą z 24 pieśni otwiera ilustracja Jana Wojciechowskiego, znanego już czytelnikom Vespera z wydań dzieł Herberta George'a Wellsa: „Wehikułu czasu”, „Niewidzialnego człowieka” i „Śpiącego przebudzonego”. Obwolutę zaprojektował natomiast Michał Loranc, autor wielu znakomitych okładek, między innymi z serii Wymiary. Aha… oprócz standardowej personalizowanej zakładki papierowej znajdziemy tu również zakładkę tasiemkową, znaną choćby z serii Artefakty Wydawnictwa MAG. Naprawdę jest na czym zawiesić oko. A Vesper nie powiedział jeszcze ostatniego słowa - na wczesną jesień zapowiada bowiem „Iliadę”. Znając ich wyczucie estetyki, można się spodziewać wydania utrzymanego w identycznym layoucie jak „Odyseja”.
Ja jestem tą książką oczarowany i polecam ją tym bardziej teraz, gdy do kin trafił film Christophera Nolana, który - jak już można usłyszeć od tych, co nie piszą wyłącznie peanów na cześć niezrównanego Krzyśka - potraktował tekst źródłowy bardzo swobodnie. Dlatego czytajmy klasykę. Zwłaszcza wtedy, gdy jest wydana z taką pieczołowitością jak „Odyseja” Wydawnictwa Vesper.
ISBN: 978-83-8408-230-0




Komentarze
Prześlij komentarz