📼 WYSŁANNIK PRZYSZŁOŚCI (1997) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟙𝟘𝟚

 film na podstawie powieści
Davida Brina

Niektóre filmy mają po prostu pecha. Pomimo tego, że wcale nie są złe - a wręcz przeciwnie, są całkiem dobre - nie dość, że nie odnoszą sukcesu, to jeszcze zaliczają wielką finansową klapę. Przykładem takiego filmu jest „Wysłannik przyszłości” Kevina Costnera - zrealizowane w drugiej połowie lat 90. monumentalne, blisko trzygodzinne postapo, oparte na powieści „Listonosz” Davida Brina, którą miałem okazję przeczytać kilka miesięcy temu.

Ekranizacja, a może już bardziej adaptacja, zachowała najważniejsze elementy powieści, dzięki czemu dostaliśmy spójną opowieść o człowieku, który przez przypadek i bez wyraźnego zamiaru zaczął zmieniać świat, a przy okazji zmienił również siebie.

Po bliżej nieokreślonej wojnie - w książce jest to opisane nieco dokładniej, natomiast w filmie nie wiemy, kto z kim walczył ani kiedy dokładnie świat runął - cywilizacja upadła, a ostatnie niedobitki ludzkości kryją się w niewielkich enklawach, które regularnie łupi samozwańczy generał Bethlehem i jego popychadła. Ściągają haracze w postaci zapasów żywności, porywają ludzi do niewoli, by zrobić z nich kolejnych rekrutów - generalnie generał trzyma wszystkich za mordę.

Tego typu ofiarą - ofiarą porwania - pada nasz główny bohater, który po jakimś czasie ucieka i przez przypadek natrafia na stary samochód pocztowy ze szkieletem listonosza w środku. Gość przesiedział w służbowej furze ostatnich piętnaście lat, a nasz bohater, po nocy spędzonej z nim w samochodzie w ramach ochrony przed zimnem i deszczem, postanawia przywdziać mundur listonosza i dostarczyć zaległe listy.

Początkowo ma to być po prostu sposób na zdobycie dachu nad głową i jedzenia, ale szybko staje się jasne, że w świecie pozbawionym nadziei nawet listonosz może wykrzesać jej iskierkę. Młodzi łapią bakcyla i rozwijają system pocztowy, ku wielkiemu niezadowoleniu generała.

Wiecie, ten film dostał aż pięć Złotych Malin, a ja się zastanawiam: za co, do cholery?!

Kevin Costner dostał aż dwie: za najgorszego aktora i reżyserię. Jako aktor przegrał - w przypadku Złotych Malin wygrany raczej jest przegranym - z takimi tuzami aktorstwa jak Shaquille O'Neal czy Steven Seagal. Rozumiecie to? Jakieś buce uznały, że Costner jest gorszy od pieprzonego koszykarza i drewnianego karateki, a w kategorii reżyserskiej stwierdzono, że niemalże amatorska „Anakonda” czy badziewny „Speed 2”, z którego w porę wypisał się Keanu Reeves, są lepsze niż przyzwoicie zrealizowane postapo z morałem i przekazem.

Ale „Wysłannik przyszłości” od początku nie miał łatwo.

Kampania reklamowa, która Warner Bros. kosztowała blisko 35 mln dolarów, okazała się kompletnym niewypałem. Zwiastun został tak zmontowany, że widzowie właściwie nie wiedzieli, czego się spodziewać. Zniechęcająca była również długość filmu oraz fakt, że dosłownie chwilę wcześniej do kin wbił się inny moloch - „Titanic”. Do tego wszystkiego doszły wyjątkowo nieprzychylne opinie krytyków, no i fakt, że listonosz za cholerę nie był pociągający jako główny bohater.

Skutek był taki, że produkcja Costnera przyniosła ogromne straty. Przy budżecie wynoszącym 80 mln dolarów plus około 35 mln wydanych na marketing film zarobił zaledwie 27 baniek. A pamiętajcie, że boxoffice obejmuje wpływy z biletów, z których trzeba jeszcze opłacić kina, dystrybucję i pewnie kilka innych podmiotów. Studio odzyskało więc z tej inwestycji naprawdę grosze.

Film jednak - w mojej ocenie - jest całkiem dobry. Porządnie zrealizowany, z bardzo dobrymi zdjęciami, mocną i wyrazistą rolą Costnera oraz Willem Pattonem w roli bezwzględnego generała. Ma też kilka zapadających w pamięć scen, jak chociażby ta, w której Costner odbiera od małego chłopca list, pędząc jednocześnie na koniu…

Jasne, jest tu również kilka gorszych momentów, a nawet scen zwyczajnie kiepskich. Przykładem może być finałowa „walka” Costnera z Pattonem, w której chłopaki kotłują się po ziemi jak para kochanków lubująca się w ostrzejszych igraszkach. 😏

Jednak generalnie film uważam za udany. Argument, że jest „za długi”, zupełnie do mnie nie trafia, bo choć „Wysłannik przyszłości” faktycznie trwa prawie trzy godziny, upływu czasu w ogóle nie poczułem.

Ten film - mimo iż liczy sobie blisko trzy dekady - po prostu nadal dobrze się ogląda. I choć ma swoje niedociągnięcia, wciąż pozostaje bardzo przyzwoitą produkcją, którą z czystym sumieniem mogę polecić.

Jakby co, film znajdziecie na darmowym CDA.

tytuł oryginalny: The Postman
reżyseria: Kevin Costner
scenariusz: Brian Helgeland, Eric Roth
obsada: Kevin Costner, Will Patton, Larenz Tate, Olivia Williams, James Russo i inni
kraj: USA
czas trwania: 177 min
rok produkcji: 1997
gatunek: postapo 🎬 format: film kinowy
ocena: 💀💀💀💀💀💀💀 7/10

Komentarze

📝 STRONY FAKTU

😍 ULUBIENI AUTORZY

Popularne posty z tego bloga

📚 ZIEMIOŻERCZYNI | Dolores Reyes 🔻🅾ᴘɪɴɪᴀ

📚 POZWÓL MI WEJŚĆ | John Ajvide Lindqvist 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

W CIENIU TWIERDZY | Kamila Cudnik