📼 OMEN (2006) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟙𝟘𝟝

 
na podstawie scenariusza filmu powstała powieść
Davida Seltzera

Ostatnio przypomniałem sobie film „Omen” z 1976 roku i rzeczą naturalną było, że sięgnę również po jego remake z 2006. Obraz w reżyserii Johna Moora widziałem pierwszy i ostatni raz pewnie gdzieś w okolicach 2007-2008 roku i choć resztki wspomnień, jakie zachowałem, ograniczały się do jednego słowa - „kalka” - mimo wszystko, nie ufając własnej pamięci, postanowiłem to zweryfikować.

Wiecie co? To jednak jest kalka. "Omen" to jeden z tych remake’ów, które są niemal dokładną kopią pierwowzoru. Nawet jeśli pojawiają się jakiekolwiek zmiany, to mają charakter czysto kosmetyczny. Na zasadzie: zamiast wybijać okno, wieszająca się opiekunka niech zgubi bucik, który przy okazji rozbije kilka kieliszków. Albo: zamiast spacerującej po parku całej rodziny Thornów dajmy tylko matkę z synkiem, a w innym miejscu zamiast wyrzucać kobietę przez okno, wstrzyknijmy jej trochę powietrza do kroplówki. Czysta kosmetyka.


Jedyną znaczącą zmianą w nowej wersji jest obecność papieża i jego świty na początku i na końcu filmu, ale nie wnosi to właściwie nic do fabuły. No dobra, ta pierwsza scena, rozpoczynająca się w watykańskim obserwatorium astronomicznym, ma jeszcze jakieś uzasadnienie dla całej historii. Ale ostatnia? Bez sensu.

I jasne, nowy „Omen” ma lepsze efekty specjalne, ale są to kwestie raczej drugorzędne. Mniej istotne. Według mnie Moorowi nie udało się natomiast odtworzyć rzeczy najważniejszej - klimatu starego „Omenu”. A na ten składało się przecież wiele elementów: muzyka, zdjęcia, odpowiednie oświetlenie…

Marco Beltrami, który odpowiada za soundtrack do nowej wersji, raczej nie jest kompozytorem z pierwszej półki, a „Omen” to - mam wrażenie - jeden z jego słabszych projektów. Że nie wspomnę już o tym, że w kilku miejscach tej muzyki po prostu brakuje. Zdjęcia są niezłe, więc nie będę się czepiał. Z kolei aktorstwo… Kurczę, ja po prostu nie byłem w stanie patrzeć na Roberta i Katherine Thorn inaczej niż jak na Raya Donovana i laskę Dextera Morgana, a na panią Baylock jak na babkę, która urodziła diabełka Romanowi Polańskiemu. Romkowi urodziła diabła, a tutaj się tym diabłem opiekowała. No i zobaczcie, jaki ten świat jest mały.

Generalnie nowy „Omen” ujdzie w tłoku. W końcu opiera się na tym samym, przyzwoitym scenariuszu. Ale jeśli masz do wyboru starą wersję i nową, to naprawdę nie ma się nad czym zastanawiać - sięgnij po starą, bo po prostu jest to dużo lepsze kino.

„Omen” Moora powstał przede wszystkim dla kasy i faktycznie trochę zarobił, pomimo sporego budżetu oraz wydatków na kampanię reklamową. Wciąż pozostaje jednak tym, czym był w mojej pamięci od samego początku - zwykłą kopią. I to kopią zdecydowanie gorszą od oryginału.

tytuł oryginalny: The Omen
reżyseria: John Moore
scenariusz: David Seltzer
obsada: Liev Schreiber, Julia Stiles, Mia Farrow, David Thewlis, Pete Postlethwaite i inni
kraj: USA, Wielka Brytania
czas trwania: 110 min
rok produkcji: 2006
gatunek: horror 🎬 format: film kinowy
ocena: 💀💀💀💀 4/10

Komentarze

📝 STRONY FAKTU

😍 ULUBIENI AUTORZY

Popularne posty z tego bloga

📚 ZIEMIOŻERCZYNI | Dolores Reyes 🔻🅾ᴘɪɴɪᴀ

📚 POZWÓL MI WEJŚĆ | John Ajvide Lindqvist 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

W CIENIU TWIERDZY | Kamila Cudnik