📚 UMRZESZ W ŚWIĘTA | Krzysztof Bochus
UMARŁY ŚWIĘTA, NIECH ŻYJĄ ZBRODNIE!Okres przedświąteczny w niektórych miejscach zaczyna się już na początku września. Tak, piję do Action i zalewu chińskiego badziewia, pod którym uginają się półki, gdy ledwie zdążył rozpocząć się rok szkolny. Od jakiegoś czasu przybywa też na Prime Video świątecznych komedii romantycznych, będących filmowymi odpowiednikami chińskiego badziewia z Action. Za moment ruszą premiery książkowych świątecznych romansideł. Może trafi się nawet jakieś świąteczne porno w duchu Blanki Lipińskiej? Z kolei bliżej Bożego Narodzenia możemy wypatrywać kolejnej dawki zimowej retro grozy od Wydawnictwa Zysk i S-ka. A co ze współczesnym kryminałem? Co to za obyczaj, żeby w święta nie mordować?
No więc ten obyczaj postanowił zmienić Krzysztof Bochus, który wspólnie z Wydawnictwem Skarpa Warszawska przygotował niewielki zbiór opowiadań kryminalnych rozgrywających się w okresie Bożego Narodzenia i jego okolicach. W „Umrzesz w święta” zebrano cztery teksty, z których trzy były wcześniej dostępne wyłącznie w formie e-booków i audiobooków w ramach tryptyku „Tajemnice Trzech Szczytów”. Jako że, jeśli chodzi o książki, jestem zatwardziałym, a można nawet powiedzieć, że zabetonowanym tradycjonalistą, z e-bookami raczej mi nie po drodze, a audiobooków słucham od wielkiego dzwonu, więc nie miałem nawet pojęcia, że pan Krzysztof popełnił te opowiadania już przed rokiem. Na szczęście teraz wróciły w prawilnej, papierowej formie (e-book i audiobook też są dostępne, jakby co), dodatkowo wzbogacone o czwarty tekst.
Cztery opowieści. Cztery historie o kryminalnym zabarwieniu, w których góry, śnieg i święta stanowią tło dla ludzkich dramatów.
Tomik otwiera tytułowe „Umrzesz w święta”, które zaczyna się dość nietypowo, bo od morderstwa i samobójstwa. Niby wszystko jest jasne: para kochanków nie potrafiła się dogadać, więc najpierw on ją udusił, a potem wziął kabel i się powiesił. Ale czy na pewno mamy tu do czynienia z tak banalną historią? Jeśli ktoś tak pomyślał, to znaczy, że nie zna twórczości Krzysztofa Bochusa. Tutaj nic nie jest takie, jakim się wydaje, a finał tej sprawy zaskoczy wielu czytelników.
„Krew na Połoninie” to zupełnie inny kaliber emocjonalny, choć w tle również buzują podobne uczucia: zazdrość i pożądanie. Pan młody znika po nocy poślubnej, a nikt nie ma pojęcia, gdzie się podział. Tropy na śniegu urywają się, a zamieć odcina pensjonat, w którym odbywało się wesele, od reszty świata. Klimat niczym z flagowych powieści Agathy Christie! Mamy grupkę ludzi zamkniętych na niewielkiej przestrzeni, odizolowanych od świata i skazanych na własne towarzystwo. Wśród nich może znajdować się osoba odpowiedzialna za zniknięcie pana młodego. Sprawę próbuje rozwiązać policjant, który sam był jednym z weselnych gości. Na jaw wychodzą skomplikowane rodzinne relacje oraz tajemnice z przeszłości, które dotyczą nie tylko zaginionego, ale również innych uczestników wesela. Jest klimatycznie, klaustrofobicznie i, po raz kolejny, zaskakująco. Bochus udowadnia, że czasem wystarczy odciąć grupkę ludzi od świata, dorzucić kilka sekretów i pozwolić, by śnieg przykrył nie tylko górskie szlaki, lecz także niewygodne fakty.
W „Śmierci na Kopie” autor podnosi poprzeczkę i serwuje nam aż cztery trupy, tym razem podane na wyciągu narciarskim. Na pierwszy rzut oka nie widać przyczyny śmierci. Cała czwórka wygląda tak, jakby po prostu zasnęła. Odpowiedź kryje się jednak we krwi ofiar, a wtedy pojawia się najważniejsze pytanie: kto to zrobił? W tym opowiadaniu Bochus porusza również ważny temat depresji, która coraz mocniej trawi współczesne społeczeństwo. Za kryminalną zagadką kryje się więc coś więcej niż tylko pytanie o tożsamość sprawcy.
Zbiór zamyka „Tajemnica Jaskini Mylnej”. Tutaj, podobnie jak w „Krwi na Połoninie”, motorem napędowym fabuły jest zaginięcie. A właściwie tajemnicze zniknięcie młodej przewodniczki, do którego dochodzi podczas oprowadzania grupy turystów po tytułowej jaskini. Czy kobieta wpadła do którejś ze szczelin, a może sama zaplanowała swoje zniknięcie? A jeśli tak, to dlaczego? Góry i ich podziemne labirynty potrafią skrywać niejedną tajemnicę, a odpowiedzi nie zawsze znajdują się tam, gdzie najpierw kierujemy wzrok.
Zazdrość, nierozwaga, zmęczenie życiem, kłopoty finansowe… Powodów, które niczym zwrotnice kierują nas na zupełnie inne życiowe tory, jest wiele. W swoim pierwszym zbiorze opowiadań Krzysztof Bochus pokazuje tylko kilka z nich, ale robi to z wyczuciem i bez zbędnego przeciągania historii. „Umrzesz w święta” to tomik esencjonalny, soczysty i trzymający w napięciu. Nie ma tu miejsca na niepotrzebne sceny ani rozwlekanie fabuły. Wszystko zostało wymierzone niemal z aptekarską precyzją, dzięki czemu każde opowiadanie ma własny rytm, a czytelnik płynie przez kolejne historie niczym po spokojnym jeziorze. Spokojnym tylko pozornie, bo w każdej chwili może wyskoczyć z niego Jason, zupełnie jak w pierwszej części „Piątku trzynastego”. Każdy tekst jest inny, ale wszystkie łączy lekkie pióro autora i swoboda, z jaką snuje mroczne kryminalne opowieści. Bochus nie musi przy tym epatować brutalnością ani zasypywać czytelnika makabrycznymi szczegółami. Wystarczy mu kilka dobrze dobranych tropów, ludzkie słabości i finał, który potrafi wywrócić nasze podejrzenia do góry nogami. Krótko mówiąc: małe opakowanie, konkretna zawartość i ani mililitra lania wody.
Jeśli więc szukacie opowiadań w świątecznym klimacie, ale niekoniecznie macie ochotę wracać do klasycznych tekstów Charlesa Dickensa, za to chętnie poczytalibyście o zbrodniach, tajemnicach i odrobinie krwi, „Umrzesz w święta” powinno spełnić Wasze oczekiwania. To propozycja dla tych, którzy zamiast kolejnej opowieści o cudzie miłości pod jemiołą wolą zagadkę kryminalną przy kominku, najlepiej z trupem w tle. W końcu święta to czas cudów, rodzinnych spotkań i wybaczania. Ale kto powiedział, że nie można przy okazji kogoś zamordować? 😝



Komentarze
Prześlij komentarz