📚 CHUDSZY | Stephen King (aka Richard Bachman)
Stephen King w powieści „Chudszy” udowadnia, że wystarczy porządnie zaszczuć głównego bohatera, aby wywołać w czytelniku dreszcze niepokoju i ekscytacji. Że te wszystkie groteskowe potwory, nawiedzone domy, zombie i inne takie to pikuś w porównaniu z Cyganami i ich klątwami. Że miks horroru i groteski sprawdza się całkiem nieźle, a jeśli dorzucimy do tego motyw drogi i gangstera wyciągającego pomocną dłoń do swojego kumpla-cywila, otrzymamy właściwie gotowy przepis na udaną powieść.
Tak, „Chudszy” to zdecydowanie jedna z tych udanych powieści Kinga. Po raz pierwszy ukazała się w 1984 roku. King wydał ją pod pseudonimem Richard Bachman, którym posługiwał się od 1977 roku, czyli trzy lata po swoim debiucie. Nie zamierzam jednak po raz kolejny roztrząsać historii Bachmana, bo nie jest to tutaj najważniejsze. Wolę skupić się na samej powieści, bo dzieje się w niej naprawdę sporo. King postawił bowiem na bohaterów dalekich od ideału, a przede wszystkim na człowieka, któremu trudno kibicować.
Głównym bohaterem „Chudszego” jest Billy Halleck - prawnik, facet ustawiony, przynajmniej w swojej okolicy, całkiem zamożny i przyzwyczajony do tego, że życie zazwyczaj układa się po jego myśli. Pewnego dnia, wracając samochodem z żoną, uczestniczy w wypadku, w którym ginie stara Cyganka. Dzięki znajomościom i temu, że ofiarą jest przedstawicielka społeczności niezbyt lubianej przez amerykańską klasę średnią, udaje mu się uniknąć odpowiedzialności. Ojciec staruszki, czyli jeszcze starszy jegomość z gnijącym nosem, nie zamierza jednak puścić tego płazem i postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Rzuca na Hallecka klątwę, wskutek której Billy zaczyna gwałtownie tracić na wadze. Początkowo wydaje się to wręcz spełnieniem marzeń każdego grubasa, a Billy niewątpliwie się do nich zalicza. Szybko okazuje się jednak, że nie ma się z czego cieszyć. Kilogramy znikają niczym kasa z konta książkoholika, i to niezależnie od tego, ile bohater zje. A je naprawdę dużo. Właściwie to żre niebotyczne ilości jedzenia, ale niczego to nie zmienia. Proces chudnięcia można co najwyżej nieznacznie spowolnić, lecz nie da się go zatrzymać. I co gorsza, wskazówka wagi to niejedyna rzecz, która zaczyna wymykać się Halleckowi spod kontroli...
Punkt wyjścia „Chudszego” jest genialny w swojej prostocie. King bierze coś zupełnie przyziemnego, wręcz banalnego, i zamienia w koszmar, który z każdą kolejną stroną nabiera coraz bardziej makabrycznego wymiaru. Co istotne, nie chodzi tutaj wyłącznie o nadnaturalną klątwę. „Chudszy” jest również opowieścią o winie, odpowiedzialności i konsekwencjach błędnego przekonania, że pieniądze oraz znajomości pozwalają uniknąć każdej kary. Billy nie jest bohaterem, któremu szczególnie kibicujemy. Trudno zresztą oczekiwać, że będziemy współczuć człowiekowi, który najpierw przyczynia się do tragedii, a później bardziej martwi się o własną skórę niż o wyrządzone krzywdy.
King sprawnie buduje napięcie, stopniowo podkręcając atmosferę i pokazując, jak desperacja przejmuje kontrolę nad życiem bohatera. Billy to dupek, ale w pewnym momencie zaczynamy mu nawet współczuć. Bo on naprawdę ma przerąbane. Wiecie, gdyby musiał zmierzyć się z – dajmy na to – wampirem czy upiorem z nawiedzonego domu, walka może nie byłaby wyrównana, ale przynajmniej mógłby stawić przeciwnikowi czynny opór i spróbować się z nim rozprawić. Kiedy jednak twoim wrogiem staje się własne ciało, które dzień po dniu odmawia ci posłuszeństwa, wiesz, że masz przegwizdane po całej lini
„Chudszy” nie jest typowym horrorem, a przynajmniej nie horrorem czystej krwi. Za sprawą Ginellego King wplata w fabułę również wątki sensacyjne. Richard Ginelli to nowojorski gangster i przyjaciel Billego, który na jego prośbę przybywa z odsieczą, zamieniając życie Cygan w prawdziwy koszmar. Mafioso wydaje się szczerze zatroskany losem Hallecka i robi wszystko, by zmusić autora klątwy do jej cofnięcia. Wiem, że niektórym ten wątek niekoniecznie przypadł do gustu, ale mnie, wychowanemu na kinie gangsterskim lat 70., 80. i 90., taki pomysł bardzo się spodobał. To kolejny element, który sprawił, że lektura pozostawiła po sobie tak dobre wrażenie.
„Chudszy” to sprawnie napisana, przewrotna historia z pogranicza horroru i czarnej groteski. Nie należy do najważniejszych dokonań Kinga, ale ma świetny pomysł, odpowiednie tempo i wystarczająco dużo makabry, by zapewnić kilka godzin porządnej rozrywki. Czasami tyle wystarczy, żeby przypomnieć sobie, za co tak bardzo lubimy Stephena Kinga.




Komentarze
Prześlij komentarz