📼 ZNACHOR (1937) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟙𝟙𝟟
Niespecjalnie przepadam za polskim kinem przedwojennym. Głównie dlatego, że strasznie drażni mnie sztuczne, nienaturalne aktorstwo, z którego przedwojenne kino słynęło, a które wywodziło się ze szkół teatralnych, gdzie stawiano przede wszystkim na dobrą dykcję, a nie swobodę i naturalność. Objawiało się to później suchym deklamowaniem dialogów, przesadną gestykulacją, a niekiedy wręcz dziwnym zachowaniem aktorów. Nie inaczej jest w pierwszym „Znachorze” z 1937 roku, którego dorwałem na CDA i którego postanowiłem wreszcie obejrzeć w leniwe, halloweenowe popołudnie. Zwłaszcza że powieść Dołęgi-Mostowicza bardzo lubię i cenię.
Anatol Stern, scenarzysta tej ekranizacji, w miarę wiernie oddał literacki pierwowzór. Tutaj nie mam się do czego przyczepić. Jasne, musiał pewne rzeczy skrócić, inne uprościć, a jeszcze inne pominąć, ale nadal jest to dobrze przemyślana ekranizacja. Niestety przyjemność z oglądania skutecznie odbiera Elżbieta Barszczewska, diwa przedwojennego kina, która występuje tu w podwójnej roli: Marysi Wilczurówny i Beaty, jej matki. I jasne, wszyscy wypadają tu słabo, ale Barszczewska zdecydowanie wybija się na tle tej mizernej plejady, dając pokaz wyjątkowo drewnianego aktorstwa. I to na poziomie dzisiejszych paradokumentów pokroju „W-11” i podobnych produkcji. Serio, jest tak słabo, że momentami aż śmiesznie, a przecież historia stworzona przez Dołęgę-Mostowicza nie ma w sobie nic komediowego.
Niezła jest za to muzyka skomponowana przez Henryka Warsa, ale tutaj nie ma się co dziwić. Wars był doświadczonym kompozytorem muzyki filmowej i doskonale potrafił oddawać atmosferę obrazów, które ilustrował swoimi kompozycjami. No ale sama muzyka to za mało, żeby powiedzieć Wam, że miło spędziłem czas ze „Znachorem”. No nie spędziłem. I co zrobisz? Chciałem jednak mieć to za sobą, bo staram się - prędzej czy później - obejrzeć każdą ekranizację lub adaptację książek, które przeczytałem. Wiem, że późniejsze wersje są znacznie lepsze, ale o nich opowiem innym razem. Najpierw muszę sobie je przypomnieć.
reżyseria: Michał Waszyński
scenariusz: Anatol Stern
obsada: Kazimierz Junosza-Stępowski, Elżbieta Barszczewska, Witold Zacharewicz, Włodzimierz Łoziński, Stanisław Grolicki i inni
kraj: Polska
_b.jpg)
_ai-sf1.png)
_P.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz