📼 BASTION (2020) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑥⑤
Niedawno skończyłem drugi sezon rewelacyjnego „Yellowstone” (tak, nadrabiam zaległości i żałuję, że natrafiłem na tę produkcję dopiero teraz) i pomyślałem, że zrobię kilkudniową przerwę, podczas której obejrzę „Bastion” z 2020 roku, czyli adaptację bardzo słabej - w moim przekonaniu - powieści Stephena Kinga z końca lat 70. Pomyślałem: OK, może książka była do bani, ale chociaż filmowcy wyciągnęli z niej to, co było znośne, dodali coś dobrego od siebie i zrobili z tego może nie jakoś super dobrą, ale przynajmniej znośną produkcję.
Mówią, że nadzieja jest matką głupich. I wiecie co? Mają rację. Serialowy „Bastion” to coś tak nieznośnego, tak przaśnego i tak paździerzowego, że dałem sobie spokój w połowie drugiego odcinka i czym prędzej wróciłem na ranczo Duttonów. Zacznę od tego, że scenariusz pisali ludzie, którzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, co najczęściej objawia się tym, że bohaterowie są wypruci z cech, które mają w książce. Weźmy choćby pierwszą z brzegu Frannie. Frannie była jedną z najbardziej znośnych postaci w „Bastionie” Kinga - postacią złożoną, silną, niezależną i walczącą. Pierwszy odcinek serialu należał właściwie do niej i gdybym nie wiedział, że to Frannie, pomyślałbym, że to zupełnie ktoś inny, komu przydarzyło się mniej więcej to samo. Tyle że to „mniej więcej” jest na takiej zasadzie, jak gdybym w barze rzucił mimochodem: „wczoraj załapałem gumę”, a ktoś siedzący obok odpowiedziałby: „a ja w zeszłym miesiącu”.
Ale pal licho inne cechy czy nawet wygląd bohaterów - gdyby byli dobrze napisani, to przełknąłbym to, a nawet przyklasnął, bo to, że nie darzę cegły Kinga estymą, chyba już wiadomo. Problem „Bastionu” jest taki - a przynajmniej jego pierwszego odcinka i połowy drugiego - że panuje tam taki chaos, iż nawet znając powieść, było mi ciężko się połapać, o co tam, ku*wa, kaman. Tak, jakby ktoś chciał upchnąć w jednym epizodzie zbyt wiele i przybrało to formę karykatury zwiastuna. A do tego dochodzi badziewny montaż, jakby odpowiedzialni za to ludzie wcześniej cięli klipy przećpanych raperów, bo już nawet pornosy mają lepszy montaż.
I ja się domyślam, że moja niechęć do tego dziełka wynika po części z tego, że jestem w trakcie oglądania jednego z najlepszych seriali ostatnich lat - dopracowanego na każdym poziomie, który ogląda się z ogromną przyjemnością, pozwalającego wniknąć w świat przedstawiony. I nagle dostaję produkt, który cuchnie najbardziej podłym plastikiem z Temu, który jest zrobiony na odpi*rdol, bo wiadomo, że i tak zarobi, co gwarantuje nazwisko Kinga w napisach. Tyle że, jak odkryłem już jakiś czas temu, a kolejne podejścia tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu, Stephen King wcale nie jest wyznacznikiem jakości ani literatury, ani, zwłaszcza, filmu. Ekranizacje jego dzieł to w 90% gówna na zardzewiałym podwoziu trabanta, a „Bastion” te 90% zasila.
Durna historia stworzona przez Kinga jeszcze bardziej zdurniała za sprawą zespołu fatalnych scenarzystów, w tym samego Kinga i jego syna Owena, który nigdy wcześniej ani nigdy później nie miał do czynienia z tworzeniem filmów. Do tego montaż jakby robiony przez gości na mefedronie i paździerzowe aktorstwo. Czy potrzebuję więcej, żeby wysiąść z tego rozpadającego się pociągu? 😆
Podobno „Bastion” ma wrócić w 2027 roku w nowej, tym razem filmowej wersji, ale ja na to nie czekam. Stefan bardzo rzadko zbiera wokół siebie dobrych filmowców, ale to już jego problem, chociaż najwyraźniej tego nie dostrzega. Nie dostrzega wielu rzeczy i to także jest jego problem. Moim szczęściem jest z kolei mocne postanowienie, by przez dłuższy czas, a może permanentnie, unikać tego autora. I wiecie co? Akurat w tym postanowieniu myślę, że wytrwam.
scenariusz: Josh Boone, Benjamin Cavell, Stephen King, Jill Killington, Owen King, Knate Lee, Taylor Elmore
obsada: James Marsden, Odessa Young, Whoopi Goldberg, Alexander Skarsgård, Amber Heard i inni
kraj: Wielka Brytania, USA
_b.jpg)
_p.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz