📼 KONKLAWE (2024) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑥④
Co się stanie, gdy za ekranizację świetnej powieści zabierze się scenarzysta mający doświadczenie w przenoszeniu literatury na ekran filmowy, reżyser posiadający wyczucie i poczucie estetyki oraz kilku świetnych aktorów? To nie mogło pójść źle… No dobra, w dzisiejszym przemyśle filmowym może pójść źle dosłownie wszystko i z każdym, ale to nie jest ten przypadek.
„Konklawe” Edwarda Bergera, według scenariusza Petera Straughana, to ekranizacja doskonała. Straughan wydobył z powieści Roberta Harrisa wszystko, co najważniejsze, i przełożył to na język filmowy. Zresztą dostał za to Oscara, na którego zasłużył w stu procentach. Naprawdę rzadko trafia się scenarzysta, który nie dość, że potrafi czytać ze zrozumieniem tekst źródłowy, to jeszcze ma tę nieczęsto spotykaną umiejętność wyłuskania z niego tego, co naprawdę istotne, z zachowaniem szacunku do pisarza, za którego tekst się zabrał.
Do tego Berger zadbał o teatralną atmosferę, jaka panowała w książce. Trochę obawiałem się, że wykorzysta swoje doświadczenie zdobyte przy filmie „Na Zachodzie bez zmian” i postanowi nagrać sceny zamachów, ale na szczęście nie zrobił tego. W książce Harrisa są one jedynie wzmiankowane, bo i taka jest konstrukcja tej powieści - jesteśmy zatrzaśnięci za murami Watykanu razem z uczestnikami konklawe i mamy poczuć ich wyalienowanie, ich odcięcie od świata. Co więcej - my sami, jako odbiorcy, również mamy być odseparowani od wszelkich dodatkowych bodźców. Berger zrozumiał przekaz Harrisa i zrobił dokładnie to samo: zadbał o kameralność i wyszło mu to fenomenalnie.
Inna rzecz, że pomogła wspaniała ekipa aktorów - Ralph Fiennes, Stanley Tucci, John Lithgow, Sergio Castellitto i oczywiście Isabella Rossellini w roli siostry Agnes. Pewnie ze względu na Fiennesa trzeba było zmienić nazwisko postaci z książkowego Lomelego na Lawrence’a, ale przecież nikt by nie uwierzył, że Fiennes ma cokolwiek wspólnego z włoskimi korzeniami. To pełnokrwisty Brytol, więc tu także brawa dla twórców za wiarygodność. Jasne, można było poszukać jakiegoś bardziej „włoskiego” aktora, ale - na Boga - Ralph Fiennes jest tu fenomenalny.
Całość dopełnia znakomita muzyka Volkera Bertelmanna, w której dominują instrumenty smyczkowe. Jest mocno, agresywnie i wyraziście, ale są momenty, kiedy Bertelmann bardzo przypomina Marka Ishama z czasów „Autostopowicza”. Muzyka stanowi tu ważny element tła - buduje napięcie i podkręca niepokojącą atmosferę.
Muszę przyznać - i robię to z wielką przyjemnością - że „Konklawe” to jedna z lepszych ekranizacji, jakie widziałem, a jednocześnie znakomity film jako taki. Kurczę, marzy mi się, aby o każdej adaptacji czy ekranizacji pisać takie peany, ale jest jak jest i czasami rzuci się w oczy jakaś wyjątkowo paskudna kupa. Na szczęście nie tym razem, dlatego też „Konklawe” - zarówno w wersji filmowej, jak i literackiej - gorąco polecam.
scenariusz: Peter Straughan
obsada: Ralph Fiennes, Stanley Tucci, John Lithgow, Isabella Rossellini, Sergio Castellitto i inni
kraj: Wielka Brytania, USA


Komentarze
Prześlij komentarz