📼 DZIEWCZYNA Z POCIĄGU (2016) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑦⑥

 
film na podstawie powieści

Niedawno wreszcie przeczytałem kultową „Dziewczynę z pociągu”, więc poszedłem za ciosem i przypomniałem sobie jej ekranizację. Lata temu widziałem ten film i - na szczęście - nic już z niego nie pamiętałem, dzięki czemu mogłem cieszyć się po wieścią i na nowo podejść do samej ekranizacji. Film zawsze jest dodatkiem i okazją do tego, żeby trochę popsioczyć. Dziś też nie będzie różowo, bo w porównaniu z książką Pauli Hawkins ekranizacja - skądinąd dość wierna - jawi się raczej jako coś bardzo przeciętnego.

„Dziewczyna z pociągu” nie jest jednak łatwa do zekranizowania. To nie jest - jak to się mówi - gotowy materiał na scenariusz. Konstrukcja powieści, która z jednej strony mocno opiera się na emocjach, a z drugiej prowadzona jest przez aż trzy narratorki, powinna wymusić na scenarzystce nieco kreatywności przy przekładaniu języka literackiego na filmowy. Tymczasem Erin Cressida Wilson, mająca wcześniej na koncie co najmniej dwa całkiem niezłe filmy - „Futro: portret wyobrażony Diane Arbus” oraz „Chloe” - poszła moim zdaniem na łatwiznę i zaserwowała zbyt wierną adaptację, próbując przenieść książkową narrację niemal wprost na ekran. Ta próba okazała się nieudana.

Nie wiem jak Was, ale mnie strasznie irytuje w filmach głos bohatera zza kadru. Od razu przypomina mi się jeden z najgorszych polskich filmów - „Jak to się robi z dziewczynami” - gdzie właściwie całość opiera się na wewnętrznych monologach głównego bohatera. Choć w „Dziewczynie z pociągu” nie ma tego aż tyle, zabieg ten wciąż potrafi drażnić. Swoją drogą Wilson później przeszła samą siebie. Po „Dziewczynie z pociągu” zniknęła gdzieś w odmętach Hollywood, by wynurzyć się ponownie w 2023 roku, gdy zabrała się za scenariusz „Śnieżki”. Raczej więc zapisze się w historii nie jako przeciętna scenarzystka adaptacji "Dziewczyny", lecz jako osoba współodpowiedzialna za jedno z największych filmowych nieporozumień XXI wieku. Inna rzecz, ile przy „Śnieżce” miała swobody?

Pal licho „Śnieżkę”, wróćmy do „Dziewczyny z pociągu”. Od reżysera Tate’a Taylora, który zaledwie kilka lat wcześniej debiutował rewelacyjnymi „Służącymi”, dostajemy film zdecydowanie poniżej jego możliwości. Reżyseria jest bardzo nierówna, a momentami zahacza o niedorzeczności. Ot, pierwszy z brzegu przykład: przez cały film wiemy, że Megan (grana przez Haley Bennett) i Rachel (w tej roli świetna Emily Blunt) się nie znają. Jest nam to wyraźnie zakomunikowane - zresztą w książce również jest to oczywiste. Tymczasem w retrospekcjach słyszymy tekst Megan: „Rachel tam jest”. Skąd więc ją zna? W którym momencie się poznały? Tego film nie wyjaśnia. A gdy prześledzimy całość, takich drobnych dziurek fabularnych znajdzie się więcej.

Co mnie pozytywnie zaskoczyło? Na pewno dobór aktorów. Owszem, nie zawsze są to wybitne kreacje - Justin Theroux i Haley Bennett wypadają dość sztywno - ale przynajmniej dobrze pasują do swoich ról. Emily Blunt jak zawsze świetna (zresztą do tej aktorki mam słabość), bardzo dobrze wypadła też Rebecca Ferguson w roli Anny. Całość jednak jest na tyle przeciętna, że trudno uwierzyć, by film zapisał się na długo w pamięci. Są dłużyzny, podczas których można spokojnie zaparzyć herbatę i nic się nie straci, są też mocniejsze momenty - zwłaszcza w drugiej połowie - jednak największym grzechem twórców tej produkcji okazała się zbyt daleko posunięta wierność wobec literackiego pierwowzoru.

Thriller psychologiczny nie jest łatwy do przeniesienia na ekran. Potrzeba naprawdę mocnego scenariusza, opartego na soczystych, wyrazistych dialogach, które oddadzą emocje, oraz znakomitych aktorów, którzy te emocje uniosą. Tutaj dialogów jest niewiele - i to kolejny problem filmu, a część aktorów sprawia wrażenie niewykorzystanych.

W efekcie dostajemy film poprawny, ale kompletnie pozbawiony charakteru. Thriller, który powinien wbijać w fotel i zostawiać widza z niepokojem pod skórą, tutaj działa jak letnia herbata - niby coś smakuje, ale szybko stygnie i jeszcze szybciej się o nim zapomina. To jedna z tych ekranizacji, które ogląda się bez bólu, ale i bez emocji. A w przypadku thrillera psychologicznego to właściwie porażka.

tytuł oryginalny: The Girl on The Train
reżyseria: Tate Taylor
scenariusz: Erin Cressida Wilson
obsada: Emily Blunt, Haley Bennett, Rebecca Ferguson, Justin Theroux, Luke Evans i inni
kraj: USA
czas trwania: 107 min
rok produkcji: 2016
gatunek: thriller 🎬 format: film kinowy
ocena: 💀💀💀💀💀 5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

📚 ECHO KŁAMSTW | Sylwia Bies 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW | George R.R. Martin 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 DZIEWCZYNA Z POCIĄGU | Paula Hawkins 🔻🅾ᴘɪɴɪᴀ