📼 ŚMIERĆ NA NILU (2022) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑦⓪

 film na podstawie powieści
Agathy Christie

To już 70. produkcja, jaką przerabiam w ramach serii Sfilmowani i… łooo, o święty w gipsie - dawno takiego gówna w polewie z jadalnego złota nie widziałem. „Śmierć na Nilu” w reżyserii Kennetha Branagha to trzecia adaptacja powieści Agathy Christie pod tym samym tytułem i jednocześnie najgorsza - i to z kilku powodów.

Szczerze mówiąc, przez cały seans myślałem, że to ta pierwsza okaże się najsłabsza, bo „Śmierć na Nilu” z 1978 roku nie była dobrym filmem. Wiele rzeczy tam kulało, ale przynajmniej dało się go obejrzeć bez większego zażenowania. Owszem, zdjęcia były kiepskie, jakby do kamery dorwał się pijany wujek na weselu, reżyseria też nie powalała, ale przynajmniej scenarzysta zrobił, co mógł, żeby zaadaptować dzieło Christie z poszanowaniem tekstu źródłowego.

A co zrobił Michael Green, autor scenariusza do tej najnowszej „Śmierci na Nilu”? Zapewne przeczytał książkę babci Agaty, po czym ściągnął portki, gacie, wypiął dupsko i zesrał się na tę książkę. Zesrał się tak rzadkim gównem, jakby przesadził z indyjskim żarciem, jakby zżerał go rak żołądka z przerzutami na jelita, albo po prostu miał na fanów prozy Christie wysrane.

W scenariuszu Greena niewiele zgadza się z tekstem źródłowym. Wzięto ogólne założenia, sam stelaż, i naciągnięto na to wyjątkowo paskudny materiał. Momentami miałem wrażenie, jakbym oglądał coś kompletnie niezależnego od książki. Green pozmieniał wątki, charaktery bohaterów, a nawet to, kto zostaje ofiarą, i stworzył coś swojego - promowanego jednak nazwiskiem Christie.

Ktoś powie: to adaptacja, a nie ekranizacja. Tylko że adaptacja powoli staje się wytrychem do olewania tekstów źródłowych. Pamiętajcie: adaptacja - jak sama nazwa wskazuje - ma adaptować dzieło do innego medium, ale nie oznacza to wypatroszenia go z niemal wszystkiego. To nie fair wobec autora, to jawne okazanie mu braku szacunku. I nie ma znaczenia, że autor nie żyje. Brak szacunku pozostaje brakiem szacunku i rykoszetem dostaje się też fanom Christie na całym świecie.

Bo w filmie Branagha nie ma nawet grama ducha Christie. Branagh, Green i reszta bandy tchnęli za to ducha inkluzywności - z pogwałceniem logiki i historycznych realiów. Drodzy Państwo, Hollywood na naszych oczach pisze historię na nowo, w której ludzie o innym pigmencie skóry niż jasny nie byli wcale przez białasów gnębieni, poniżani i separowani. W filmie Branagha czarnoskóra piosenkarka bawi się wśród angielskiej bohemy jak równa z równym, hinduski prawnik - nie dość, że jest prawnikiem - to jeszcze należy do amerykańskiej palestry, a wszystko to dzieje się w pięknym, kolorowym i tolerancyjnym świecie A.D. 1937. Noż, ku*wa!

„Śmierć na Nilu” Branagha to koszmarek na poziomie najbardziej badziewnych produkcji Netflixa. Zresztą nawet ma taki charakter - ten netflixowy vibe: wszystko tu błyszczy, jest wymuskane i ładne, ale puste w środku. Co z tego, że Branagh ściągnął Gal Gadot, Annette Bening czy Emmę Mackey, skoro za cholerę nie potrafił ich wykorzystać. Owszem, Emma i Gal wypadają naprawdę dobrze i robią, co mogą, żeby pociągnąć ten film. Sprzedają nam nawet jakieś emocje - i są to emocje dobrze zagrane - ale wszystko to ginie, rozpływa się w brei fatalnego scenariusza i reżyserii nastawionej na poprawność polityczną oraz tani poklask niewymagającej publiczności, przyzwyczajonej już do łykania kleiku.

Bo „Śmierć na Nilu” jest właśnie takim kleikiem - nastawionym na współczesnego widza, którego nie można zasypać zbyt dużą liczbą wątków, bo się pogubi, i któremu nie można pokazać zbyt złożonych postaci, bo ich nie zrozumie.

A poza tym wszystkim „Śmierć na Nilu” jest filmem cholernie nudnym, nie do końca przemyślanym, z dramaturgicznymi momentami trochę od czapy, jakby na siłę próbowano wcisnąć emocje w obraz z natury bardzo oszczędny emocjonalnie. Zdecydowanie nie polecam.

Jeżeli jednak bardzo chcecie zobaczyć „Śmierć na Nilu” - nie wiem, na przykład dlatego, że podobała Wam się książka albo nie macie czasu na lekturę, a chcecie poznać tę historię - to odsyłam Was do pełnometrażowego odcinka serialu „Poirot” z 2004 roku. Mimo swojego telewizyjnego charakteru jest to najlepsza i najbliższa oryginałowi adaptacja powieści Agathy Christie. Reszta jest niewiele warta - albo, jak w przypadku wersji Branagha, wręcz gówno warta.

tytuł oryginalny: Death on the Nile
reżyseria: Kenneth Branagh
scenariusz: Michael Green
obsada: Kenneth Branagh, Gal Gadot, Armie Hammer, Emma Mackey, Annette Bening i inni
kraj: USA, Wielka Brytania
czas trwania: 121 min
rok produkcji: 2022
gatunek: kryminał 🎬 format: film kinowy
ocena: 💀💀 2/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

📚 WYSPA TAJEMNIC | Dennis Lehane 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 BASTION | Stephen King 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 KONKLAWE | Robert Harris 🔻 🅾ᴘɪɴɪᴀ