📚 EGZORCYSTA | William Peter Blatty 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

 
HORROR, KTÓRY NIE TRACI MOCY

Gdybym miał wymienić najważniejsze horrory wszech czasów, nie miałbym z tym większego problemu. Tak naprawdę ta ławka jest stosunkowo krótka, bo właściwie kto na niej siedzi? Na pewno Lovecraft ze swoimi opowiadaniami, Ira Levin z "Dzieckiem Rosemary", King ze swoim "To", Dan Simmons z "Terrorem" i Lindqvist z "Pozwól mi wejść". Pewnie też - choć tych książek jeszcze nie czytałem - można by posadzić tam Brama Stokera z "Draculą" oraz Mary Shelley z "Frankensteinem". Ale tak naprawdę pierwszym skojarzeniem, jakie mam z horrorem wszech czasów, jest "Egzorcysta" Williama Petera Blatty’ego.

Pierwszy raz czytałem tę książkę jakieś osiem, może dziewięć lat temu, mając wcześniej za sobą kultową ekranizację, którą dorwałem kiedyś na kasecie VHS w wypożyczalni. Jako nastolatek miałem fazę na klasykę kina i "Egzorcysta" Williama Friedkina bez wątpienia się w nią wpisuje. Ale to nie jest miejsce na rozmowy o filmach, wróćmy zatem do książki, która stała się opus magnum Blatty’ego i z którą jest on jednoznacznie kojarzony.

No dobrze, ale William Peter Blatty, pisząc "Egzorcystę", nie miał doświadczenia w literaturze horroru. Właściwie jego twórczość do tego momentu ograniczała się do powieści i scenariuszy komediowych. "Gangster i urzędnik", "Johnie Goldfarb, proszę do domu!" czy "Wszystko dla niej" to były raczej lekkie, rozrywkowe komedyjki. O książkach trudno mi się wypowiedzieć - w Polsce, poza "Egzorcystą", wydano jedynie thriller "Dimiter" z 2010 roku. A jednak, co jest swoistym paradoksem, to właśnie z horrorem jest dziś kojarzony Blatty. No cóż - opus magnum i wszystko jasne.

Na pomysł napisania "Egzorcysty" Blatty wpadł jeszcze w czasie studiów, gdy przeczytał o przypadku egzorcyzmów Rolanda Doe z 1949 roku. Temat dojrzewał w nim bardzo długo, aż wreszcie, będąc już po czterdziestce, zaczął pisać swoją najsłynniejszą powieść.

Wyszła z tego bardzo stonowana i duchowa opowieść o starciu pierwotnego zła z równie pierwotnym dobrem - przynajmniej w kontekście katolickim. Sam Blatty był osobą wierzącą i wydaje mi się, że da się to wyraźnie odczuć podczas lektury. Być może właśnie dzięki temu książka jest tak żywa, emocjonalna i przepełniona szacunkiem wobec wiary, a jednocześnie respektem wobec czystego zła, które emanuje z małej Regan.

Dla tych, którzy nie kojarzą historii opowiedzianej w "Egzorcyście" - jest to opowieść o opętaniu nastoletniej Regan. Blatty ukazuje ten proces stopniowo: od pozornie niewinnych zabaw z niewidzialnym przyjacielem, przez subtelne zaburzenia, aż po objawy przypominające poważne choroby psychiczne, aż wreszcie emanację zła i próbę zniszczenia opętanej Regan. Matka dziewczynki - znana hollywoodzka gwiazda - początkowo bagatelizuje sprawę. To nie jest zarzut wobec niej, myślę, że każdy z Was zrobiłby podobnie. Niewidzialny przyjaciel? No, dużo dzieci takich ma. Jakieś lekkie zaburzenia? Okres dorastania, na pewno jej przejdzie. Jednak stan Regan pogarsza się coraz bardziej i Chris MacNeil wreszcie zabiera córeczkę do specjalisty. Najpierw zwykłego lekarza internisty, potem do bardziej ukierunkowanych specjalistów z psychiatrami włącznie. Lekarza, jak to lekarze, próbują leczyć farmacją, ale my jako czytelnicy wiemy co dolega Regan i że prochy, nawet te najsilniejsze, na niewiele się tu zdadzą. Blatty doskonale pokazuje niemoc kolejnych medyków, a także stopniowe przejmowanie ciała Regan przez demona i tłamszenie jej duszy. Metoda małych kroczków istoty z piekła rodem jest metodyczna, wyrafinowana, a przy tym przerażająca. To, co musi wycierpieć Regan jest wstrząsające. Cały ten proces opętania, który trwa tygodniami, to opis męki dziecka, które błaga o pomoc, ale tej pomocy długo nie dostaje. Sam rytuał egzorcyzmów stanowi finał powieści - i owszem, ta długa, kulminacyjna scena robi piorunujące wrażenie - ale prawda jest taka, że genialna jest cała książka.

William Peter Blatty fantastycznie buduje napięcie, pisze niezwykle żywe dialogi, świetnie konstruuje postaci, a dodatkowo wzbogaca opowieść o wątek kryminalny. Przede wszystkim jednak tworzy niezapomniany klimat, wyczuwalny już od pierwszych stron i towarzyszący czytelnikowi aż do końca. To aura z jednej strony metafizycznej tajemnicy, z drugiej - rzadka okazja spojrzenia prawdziwemu złu prosto w przekrwione, pałające nienawiścią oczy.

Mimo upływu lat tę powieść wciąż czyta się znakomicie.

Nowe wydanie "Egzorcysty", które w drugiej połowie marca 2026 roku wypuściło Wydawnictwo Vesper, to w gruncie rzeczy wznowienie edycji z 2017 roku - tym razem jednak z nową, moim zdaniem znacznie lepszą okładką autorstwa Krzysztofa Wrońskiego. Jeśli więc jeszcze nie czytaliście tej legendarnej powieści, to świetna okazja, by nadrobić zaległości.

Gorąco polecam!

tytuł oryginalny: The Exorcist: 40th Anniversary Edition (1971)
autor: William Peter Blatty
tłumaczenie: Dagmara Chojnacka, Jan Kałuża
okładka: Krzysztof Wroński
ISBN: 978-83-8408-139-6
wydawnictwo: Vesper
ilość stron: 356
oprawa: twarda
rok wydania: 2026 
gatunek: horror
ocena: 💀💀💀💀💀💀💀💀💀 9/10
| 🤝 recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem VESPER

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

📚 CARRIE | Stephen King 🔻🅾ᴘɪɴɪᴀ

📚 CASINO ROYALE | Ian Fleming 🔻 🆁ᴇᴄᴇɴᴢᴊᴀ

📚 LALECZKA | Hollie Overton 🔻🅾ᴘɪɴɪᴀ