📼 TO (1990) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟙𝟘𝟛
„To” z 1990 roku to jeden z tych filmów/miniseriali, na które - wychowując się w latach 90. - siłą rzeczy trzeba było natrafić. Dzięki temu ta zrealizowana dla stacji ABC produkcja dziś uznawana jest za kultową i wielu ma do niej sentyment. Ale czy kultowość sprawia, że to dobry film?
No nie. Absolutnie NIE! „To” w reżyserii Tommy’ego Lee Wallace’a to film fatalnie zrealizowany, nudny i nawet niepróbujący być straszny. Przez bite trzy godziny niewiele się tu dzieje. Bohaterowie, w ciągnących się niemiłosiernie dialogach, uprawiają okrutne pierdololo, męcząc zarówno siebie, jak i widzów. Tim Curry w roli Pennywise’a zalatuje groteską, ale przynajmniej pasuje do reszty obsady - zarówno dziecięcej, jak i dorosłej - która ewidentnie pomyliła plan filmowy z tartakiem. Taką ilość aktorskiego drewna znajdziecie najprędzej w polskich paradokumentach. I naprawdę nie mam jakichś wielkich oczekiwań wobec produkcji telewizyjnych, ale klepanie kwestii, jakby wypluwało się wierszyk wykuty na pamięć w podstawówce, czy serwowanie nam sztucznych gestów i mimiki to już przesada.
Na początku wspomniałem, że to film/miniserial, bo pierwotnie faktycznie był to dwuczęściowy miniserial i po raz pierwszy widziałem tę produkcję właśnie w takiej postaci. Teraz jednak na streamingach hula wersja połączona w jedną całość. Chociaż początkowo w ogóle miał to być pełnowymiarowy serial, rozpisany na 10-12 epizodów. Około dziesięciu godzin na szczęście skrócono do trzech, ale to i tak o trzy za dużo.
Gdzieś na Filmwebie przeczytałem komentarz, że „To” zawdzięcza zaniżoną ocenę milenialsom. Tak tylko wspomnę, że ten szajs ma tam średnią 6,8, a gość, który to napisał, dał mu 10/10. Ja nie jestem milenialsem - wyklułem się z jaja w ’87 - i powiem Wam, że „To” Wallace’a to jedna z największych srak, jakie widziałem. I nawet pomijam tę nieszczęsną obsadę, brak grozy i kiepską muzykę, która właściwie słynie jedynie z tytułowego motywu składającego się z kilku nut.
Fatalny jest tutaj również montaż i te ciągłe przeskoki z teraźniejszości do przeszłości. Właściwie przeszłość pokazana jest nam jako zbiór retrospekcji składających się ze scen wyciętych z książki, w dodatku wydaje się, że w drodze losowania. Pod tym względem przypomina to późniejszego Patryka Vegę, który niemal każdy swój film opierał właśnie na zbiorze przypadkowych scen, które ciężko zlepić w jedną spójną opowieść. Z tym że Vega dawał nam chociaż solidną dawkę dobrze pokazanej brutalności, a tymczasem Tommy Lee Wallace serwuje nam zamiast horroru jakąś jego aberrację bliską groteski.
Całej produkcji nie pomógł również słaby scenariusz, który napisali wspólnie reżyser i Lawrence D. Cohen - gość, który czternaście lat wcześniej stworzył przyzwoitą adaptację „Carrie”. No, teraz ewidentnie mu nie pykło. Choć gdybym miał szukać przyczyn, obstawiałbym, że po prostu przerósł go materiał źródłowy.
„To” fatalnie się ogląda. To produkcja pod każdym względem zła i toporna, jedna z tych, w których na próżno szukać jakichkolwiek walorów artystycznych. To zwykła papka - kleik zalepiający poczucie estetyki i odbierający jakąkolwiek frajdę z oglądania.
scenariusz: Tommy Lee Wallace, Lawrence D. Cohen
obsada: Richard Thomas, Annette O'Toole, John Ritter, Tim Reid, Tim Curry i inni
kraj: USA, Kanada
_b.jpg)
_p.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz