📚 WACHMISTRZ. DOGRYWKA | Krzysztof Bochus
To wznowienie było przeze mnie mocno wypatrywane. „Wachmistrz” to dylogia prequeli cyklu z Christianem Abellem - gdańskim radcą kryminalnym, któremu partneruje wachmistrz Kukulka. Ta para, a właściwie duet, jest jednym z najciekawszych nie tylko wśród kryminałów retro, ale w ogóle w całym gatunku. Teraz obaj panowie powracają w nowym wydaniu „Wachmistrza. Dogrywki”, będącej bezpośrednią kontynuacją „Wachmistrza”.
Jest luty 1930 roku. Przez Wolne Miasto Gdańsk przetacza się seria brawurowych napadów na bogate domy w centrum miasta. Mieszkańcy są wstrząśnięci... No dobrze, wstrząśnięci są przede wszystkim bogacze, którzy drżą o swoje majątki, bo cała reszta pogrążonych w kryzysie Gdańszczan pozostaje albo obojętna, albo wręcz bije złodziejom brawo, widząc w tajemniczej bandzie współczesne wcielenie Robin Hooda.
Entuzjazmu tłumu nie podziela radca kryminalny Christian Abell, który wraz z wachmistrzem Kukulką zostaje oddelegowany do prowadzenia śledztwa w sprawie tych kradzieży. Właśnie doszło do kolejnego napadu i tym razem jest też ofiara śmiertelna. Do tej pory złodzieje uderzali pod nieobecność gospodarzy, ale teraz coś poszło nie tak. Gospodarz był w domu. I teraz jest… martwy.
Choć główna oś kryminalnej intrygi kręci się wokół włamywaczy okradających zamożne domy, w tle cały czas toczy się tytułowa dogrywka Kukulki. Dotyczy ona oprawców jego siostry Elke. Wachmistrz nadal nie może pogodzić się z pohańbieniem i śmiercią ukochanej siostrzyczki, co nieco przeszkadza mu w budowaniu relacji z Marleną.
Kukulka jednak zawsze doprowadza sprawy do końca. To silniejsze od niego - i ja go rozumiem. Determinacja zodiakalnego Bliźniaka… A właśnie, okazało się, że wachmistrz urodził się tego samego dnia i miesiąca co ja, więc siłą rzeczy poczułem z chłopem jeszcze większą więź. Poza tym podzielam jego kodeks moralny. Przypomina mi tym Wina z powieści Harlana Cobena.
Odniosłem wrażenie, że akcja „Dogrywki” jest bardziej dynamiczna niż w pierwszym „Wachmistrzu”. Krzysztof Bochus zadbał o to, abyśmy przez większość czasu pozostawali w napięciu, które od czasu do czasu rozładowuje humorem. Mamy tu chociażby cudowny, lekki i zabawny dialog dotyczący nowego płaszczyka Kukulki. To właśnie kwintesencja naturalności, z której - w mojej opinii - słynie ten autor.
Bochus równie doskonale odmalowuje pejzaż dawnego Gdańska. Na próżno jednak szukać tutaj ładnych, pocztówkowych widoczków. Gdańsk Bochusa jest brudny, śmierdzący, głodny, przesycony biedą, beznadzieją, marazmem, ale i chciwością. Wielki Kryzys przypomina gigantyczną falę tsunami, która zmiotła niejednego z planszy, spychając go prosto do rynsztoka, innych z kolei wyniosła jeszcze bardziej na piedestał zbudowany z niepohamowanej żądzy posiadania i kontrolowania innych.
Tę dojmującą biedę dobitnie pokazuje scena, w której tłuszcza rzuca się na przewróconą ciężarówkę z zaopatrzeniem sklepu kolonialnego. Ale takich drobnych akcentów podkreślających ciężar tamtych czasów jest tutaj znacznie więcej. To właśnie one sprawiają, że Gdańsk nie jest jedynie dekoracją dla kryminalnej intrygi, ale pełnoprawnym bohaterem opowieści.
Celowo nie zagłębiam się w fabułę, żeby nie odbierać Wam przyjemności z odkrywania kolejnych elementów kryminalnej układanki. Trzeba jednak wiedzieć, że Krzysztof Bochus stworzył wyśmienity gangsterski kryminał, w którym słychać echo chociażby „Dawno temu w Ameryce” - szczególnie w wątku paczki uliczników, których drogi z czasem się rozchodzą - czy powieści Marka Krajewskiego.
W przypadku Krajewskiego podobieństwo jest zresztą podwójne. Po pierwsze, u obu autorów miasto jest pełnoprawnym bohaterem. Po drugie, zarówno Krajewski, jak i Bochus lubują się w ludzkim brudzie i zepsuciu, które paradoksalnie potrafią być jednocześnie odpychające i przyciągające. Wychodzi na to, że ten rodzaj literackiego brudu ma w sobie coś hipnotyzującego i mocno rezonuje w głowie czytelnika.
„Wachmistrz. Dogrywka”? Jak dla mnie pierwszorzędny kryminał retro, z którym bardzo miło spędziłem kilka popołudni. Powieść jeszcze bardziej przekonała mnie do twórczości Krzysztofa Bochusa i sprawiła, że nabrałem ochoty na inne jego książki, po które z pewnością sięgnę.
Ja natomiast niecierpliwie czekam na kolejne spotkanie z Christianem Abellem i wachmistrzem Kukulką. Zaległości mam spore, więc mam co nadrabiać. Serwus!





Komentarze
Prześlij komentarz