📼 HAMNET (2025) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ 𝟙𝟙𝟚
Rzadko mi się zdarza, abym czuł taką przepaść między książką a filmem i to w dodatku na korzyść filmu. „Hamnet” jest właśnie takim przypadkiem. Film oparty na powieści Maggie O’Farrell, która w ogóle do mnie nie trafiła, głównie za sprawą topornej i mizernej narracji, w reżyserii Chloé Zhao poruszył mnie do głębi i to na kilku poziomach.
„Hamnet” - i teraz mam na myśli powieść - nie był złą historią, ale został, według mnie, fatalnie, wręcz nieudolnie opowiedziany. Właśnie to udało się naprawić w filmie. Obraz Zhao chwyta za gardło. Jest pięknie nakręcony, momentami oniryczny, przesycony tęsknotą, traumą i smutkiem. Jessie Buckley, która do tej pory nie rzucała mi się specjalnie w oczy, tutaj rozkwita jako aktorka. Jest fenomenalna i zjawiskowa, a jej ból rozrywa serce. Oscar i Złoty Glob za rolę Agnes - w pełni zasłużone, bo Buckley jest w „Hamnecie” po prostu wybitna.
Wiecie, „Hamnet” został zainspirowany śmiercią syna Szekspira. Nie ma jednak dowodów na to, że zmarł - tak jak Hamnet książkowy i filmowy - na dżumę. Wątek zarazy i bezsilności wobec niej jest w filmie mocno odczuwalny. I to zderzenie z rzeczywistością po stracie... Zarówno Agnes, jak i William radzą sobie ze śmiercią jedynego syna na różne sposoby. Oboje jednak zamykają się w sobie i odgradzają od siebie nawzajem. Jedno nie rozumie żałoby drugiego. To kolejna rzecz, która w filmie jest fenomenalnie pokazana i zagrana, podczas gdy w książce ten motyw bardzo kuleje. To znaczy - on jest, ale, znowu, fatalnie opowiedziany.
Całość uzupełnia przepiękna, nienachalna muzyka Maxa Richtera, którego twórczość bardzo cenię. No i scenerie oraz scenografie, które sprawiają, że film jest tak niezwykle klimatyczny.
Muszę przyznać, że już dawno żaden współczesny film tak mnie nie zachwycił jak właśnie „Hamnet”. Świetna historia, która wreszcie nabrała odpowiedniej formy. Żałuję, że w ogóle sięgnąłem po książkę, co uznaję za ewenement. Ale film gorąco polecam.
kraj: USA, Wielka Brytania


Komentarze
Prześlij komentarz