📚 HAMNET | Maggie O'Farrell
No dobra, miejmy to za sobą. Już od kilku dni podchodzę do tego, żeby opowiedzieć Wam o powieści „Hamnet” Maggie O’Farrell, i idzie mi to tak sprawnie jak psu robiącemu podchody do jeża. Ale dobra, spróbuję jeszcze raz…
Otóż wiele sobie obiecywałem po tej książce. „Hamnet” miał być przecież historią o żałobie, stracie i pustce - takim trochę depresyjnym rollercoasterem, może nawet wyciskaczem łez. Niektórzy czytelnicy pisali o książce O’Farrell niemalże jak o arcydziele, więc naprawdę spodziewałem się czegoś wielkiego, niebanalnego i świetnie napisanego. Zacząłem czytać i już od pierwszych stron zaczynało mi coś zgrzytać. Co takiego? - zapytacie (albo i nie, ale i tak Wam odpowiem). Otóż pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to zblazowana narracja. Taka bezpłciowa, bezuczuciowa. Wiecie, gdyby ta narracja miała twarz i głos, byłaby to twarz i głos Waldemara Pawlaka - kolesia, który swoim wyglądem i fonią uśpiłby nawet typa po dwóch działkach amfetaminy.A potem pojawił się drugi zgrzyt, kiedy okazało się, że zostałem oszukany, ponieważ - wbrew tytułowi - 11-letni Hamnet wcale nie jest głównym bohaterem tej opowieści. Nie jest to również, przynajmniej w głównej mierze, historia żałoby po nim. Pierwsze skrzypce gra tu jego matka - Agnes. Jest zielarką, znachorką, choć w XVI-wiecznej, prowincjonalnej Anglii, gdzie rozgrywa się akcja „Hamneta”, niektórzy postrzegają ją jako czarownicę. Agnes faktycznie jest trochę ekscentryczna i niezbyt przejmuje się tym, co robią jej dzieci. Zdecydowanie bardziej woli doglądać pszczół niż własnego potomstwa. Dopiero choroba Judith - siostry bliźniaczki Hamneta - a następnie samego Hamneta, uruchamia w niej instynkt macierzyński.
A zatem „Hamnet” to powieść o Agnes - kobiecie, która nie miała łatwego dzieciństwa, a i teraz nie jest jej łatwo. Chłop siedzi w Londynie, teściowie to przemocowe buraki. Teściu w ogóle nie dość, że złodziejowaty, to jeszcze w cholerę agresywny. I w takim środowisku przychodzi żyć dzieciakom Agnes. Szczególnie przerąbane ma Hamnet, na którym „kochany dziadunio” wyładowuje swoje frustracje.
I teraz tak: warstwa społeczna jest tu nieźle rozpisana. Trochę sztampowo, ale ma to ręce i nogi. Problem jednak w tym, że sposób, w jaki O’Farrell nam o tym wszystkim opowiada, jest cholernie nudny i łopatologiczny. To nie jest literatura, która chwyta za serce. Jej sposób opowiadania nie zdołał wzbudzić we mnie jakieś większe emocje.
Przepiękne jest za to polskie wydanie tej książki. Tutaj Papierowy Księżyc naprawdę się postarał, bo zarówno okładka, jak i wyklejka są po prostu piękne.
Co do samej powieści… „Hamnet” w mojej ocenie plasuje się poniżej przeciętnej. I tu znowu wracam do narracji - to ona stanowi największy problem tej opowieści, a nie sama historia. Ta ma wiele dobrych momentów, ale zostały one podane w wyjątkowo nieprzyjemnej i męczącej w odbiorze formie.





Komentarze
Prześlij komentarz