📼 ŚMIERĆ NA NILU (1978) 🔻 🆂ꜰɪʟᴍᴏᴡᴀɴɪ ⑥⑧
Jeszcze przed sięgnięciem po książkową „Śmierć na Nilu” wiedziałem o ekranizacji w reżyserii Kennetha Branagha z 2022 roku. Teraz jednak, gdy już przeczytałem powieść, postanowiłem bardziej wnikliwie prześledzić filmowe adaptacje tego dzieła Agathy Christie. Bardzo szybko natrafiłem na film Johna Guillermina z 1978 roku, w którym w rolę Poirota wciela się stary znajomy - Peter Ustinov. Wciąż doskonale pamiętam go z rewelacyjnej kreacji Nerona w „Quo vadis” z 1951 roku. Czy Ustinov równie mocno zachwycił mnie jako Poirot? No niekoniecznie. Dla mnie Poirot to David Suchet. Koniec i kropka. Reszta nawet się do niego nie umywa. Czy zatem Ustinov jest beznadziejny? Absolutnie nie - robi, co może, aby być tym Poirotem, ale jednak w mojej głowie wciąż nie jest to ta twarz i nie te maniery.
Scenariusz do „Śmierci na Nilu” napisał Anthony Shaffer, który do Poirota wracał w późniejszych latach jeszcze dwukrotnie, pisząc teksty do „Zło czai się wszędzie” oraz „Rendez-vous ze śmiercią”. Zresztą ten drugi film był ostatnim w jego karierze. Tak czy inaczej, w przypadku scenariusza nie ma się specjalnie do czego przyczepić. To przyzwoity tekst adaptacyjny, który - mimo pewnych uproszczeń - jest dobry i dość wiernie oddaje całą historię. Jest tu jednak kilka głupot, które niekoniecznie muszą wynikać ze scenariusza, a raczej z jakiegoś durnego widzimisię reżysera.
Ale od początku. Jeśli nie wiecie, o czym jest „Śmierć na Nilu”, to pokrótce wyjaśnię. Jest Linnet, Jacqueline i Simon. Simon najpierw był z Jacqueline, która z kolei była przyjaciółką Linnet. Gdy jednak Linnet poznała Simona, odbiła psiapsiółce gacha, chajtnęła się z nim i pojechała w podróż poślubną do Egiptu. W ślad za nimi ruszyła Jacqueline, która zaczęła stalkować młodą parę.
Pierwsza scena w Egipcie jest tak głupia, że aż się zastanawiam jak mogła powstać. Linnet i Simon jadą na koniach przez pustynię do piramid, a potem wdrapują się na jedną z nich. Tak po prostu - dla zabawy. Po pierwsze: po jaką cholerę? A po drugie: nawet w latach 30., kiedy toczy się akcja filmu, włażenie na piramidy raczej było surowo zabronione. Chwilę później dołącza do nich Jacqueline, bo - jak już ustaliliśmy - stalkuje ich. Pewnie scena miała być widowiskowa, ale w tym filmie strasznie kuleją zdjęcia: praca kamery i dobór kadrów są momentami fatalne, a ujęcia na piramidzie są po prostu gówno warte. Co równie głupie, gdzieś nieopodal, w cieniu Sfinksa, na jakimś rozkładanym krzesełku siedzi sobie Poirot. Po jaką cholerę tam siedzi? Nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że jedynym celem tej sceny była prezentacja bohaterów i aktualnych relacji między nimi. W książce wszystko działo się w hotelu, ale najwyraźniej Guillermin dostał jakieś zgody na kręcenie wśród piramid i chciał to wykorzystać na pełnej ku… petardzie, tyle że kompletnie mu nie wyszło.
Było też kilka innych głupotek, ale może nie będę ich wszystkich wymieniał. Podobało mi się natomiast kilka fabularnych dodatków, których nie było w powieści - choćby scena z kobrą i Poirotem wystukującym w ścianę wołanie SOS. Zupełnie nie leżała mi za to Mia Farrow w roli Jacqueline. Jacqueline była w powieści atrakcyjna, a Mia Farrow jest… no cóż. Po prostu Mią Farrow.
W sumie „Śmierć na Nilu” to średniak. Dobry scenariusz został niestety kiepsko zrealizowany. Nie jest to obraz jakościowy, ale też nie kompletne dno. Na dno trzeba było poczekać do roku 2022, ale to już zupełnie inna historia. Gdy akcja całkowicie przenosi się na statek - czyli w drugiej połowie filmu - nawet ta kiepska realizacja aż tak nie przeszkadza, głównie dlatego, że operator nie ma już zbyt dużego pola manewru, a obraz staje się bardziej statyczny. Do obejrzenia, ale niekoniecznie.
scenariusz: Anthony Shaffer
obsada: Peter Ustinov, Mia Farrow, Lois Chiles, Simon MacCorkindale, David Niven i inni
kraj: Wielka Brytania
_b.jpg)
_p.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz